Od redakcji

Po relacji Michała Pilcha [zobacz >>>] przedstawiamy na łamach niniejszej witryny drugi przegląd rowerowych wrażeń z Berlina, szerzej omawiający tamtejszą infrastrukturę rowerową. Oglądając zdjęcia warto pamiętać, że niektóre rozwiązania, w szczególności wąskie ścieżki malowane na chodnikach, stanowią swego rodzaju zaszłość historyczną. Obecnie coraz częściej zastępowane są one pasami w jezdni (o czym być może napiszemy kiedyś osobno szerzej) lub - na ulicach o mniejszym ruchu - zwyczajnie likwidowane.

Relacja z Berlina

Korzystając z okazji połączenia Berlina i Warszawy autostradą A2, wraz z końcem letniej kanikuły udałem się wprost do stolicy naszego sąsiedniego państwa. Granicę na Odrze przekroczyłem - a jakżeby inaczej - 1 września o poranku. Zaparkowałem auto na Frankfurteralee, żeby nie pchać się do ścisłego centrum. Wyciągnąłem rower i ruszyłem w stronę błyszczącej w dali wieży telewizyjnej. Zwiedzić miasto rowerem i pokręcić się po Berlinie jeżdżąc bez celu w tę i we w tę - taki mam plan!

Jeżdżąc po ścieżkach rowerowych w kraju malowanem zbożem rozmaitem można rozwinąć sprawność zarówno fizyczną jak i umysłową, można się i pośmiać i ubawić studiując radosną twórczość naszych inżynierów. Jako codzienny użytkownik tej infrastruktury rowerowej wycieczkę zacząłem podszyty nieufnością i obawą, spodziewając się, że i tutaj przyjdzie mi zmierzyć się z trudnościami logistycznymi.

Ale nic takiego. Niemcy nie dbają o urozmaicanie dróg rowerowych elementami aktywizującymi kreatywne myślenie i poprawę zdolności ruchowo - motorycznych rowerzystów. W Berlinie jazda rowerem nie wymaga od nas intelektualnego zaangażowania. Drogi rowerowe są ciągłe, widoczne i niemal jednakowe. Nic tu nie pozostawia się domysłom rowerzysty. Nie ma tu żadnych atrakcji na ścieżkach, żadnego słupa, wysokich krawężników czy... no właśnie... pieszych (poza turystami z polski i innych słowiańskich krajów). Wszystko jest proste, jasne i intuicyjne.

Pierwsze wrażenia

Trzeba się jednak przestawić na jazdę po właściwej stronie ulicy. Drogi dla rowerów w Berlinie są bowiem jednokierunkowe, a jeśli jest inaczej, a zdarza się to bardzo rzadko, jest to wyraźnie oznaczone znakami. Są też węższe niż w Polsce, tak że dwóch rowerzystów mija się z trudem, ale tam gdzie jest większe natężenie ruchu rowerowego są odpowiednio szerokie. Prowadzone są albo jako pasy rowerowe na jezdni albo na chodniku. W przypadku drugiej opcji rzadko jest to asfalt, najczęściej zwykła płyta chodnikowa i pasy namalowane farbą.

Druga rzecz, która rzuca się w oczy to rowery. Są wszędzie. Przypięte do barierek, stojaków, znaków drogowych, latarni, gdzie tylko się da. Niekiedy wygląda to na wielką masę aluminium splątaną ze sobą jak jakaś masywna nowoczesna rzeźba. Pełno też rowerów pod pupami berlińczyków. Jeżdżą nimi do pracy lub na zakupy, ubrani zwyczajnie w dżinsy, czasem garnitury, a dziewczyny w sukienkach.

Ja w obcisłym trykocie czułem się tam jak potomek kościuszkowskich kosynierów - przyzwyczajony do partyzanckich warunków. Bo w drodze do pracy ciągle czuję się, jakbym przemycał kaszankę za okupacji. Wbijam się na drogę poganiany przez zawsze śpieszących się kierowców, potem wskakuję na chodnik, bo obok przecież trzypasmowa; słup omijam z prawej, bo więcej miejsca... dalej piesi - więc tu łukiem wyjeżdżoną ścieżką po trawie... dalej - uwaga - slalomem, bo tu sprzedają warzywa... teraz tylko do świateł, skręt w prawo na skrzyżowaniu, zwalniam bo zielona strzałka, więc kierowcy patrzą w drugą stronę... itd., itd.

Krawężniki, studzienki

Krawężników w Berlinie nie trzeba pokonywać ze zwinnością mazowieckiego szwoleżera. W ogóle nie ma problemów z krawężnikami, czy lansowanymi u nas rynienkami. Po kilkunastu skrzyżowaniach dałem sobie spokój z wypatrywaniem znajomych z warszawskich ulic uskoków i uwagę skierowałem po prostu gdzie indziej, na przykład na samochody.

Byłem też ciekaw, czy w Berlinie drogowcy mają takie same trudności z osadzaniem studzienek kanalizacyjnych. Ale też nie znalazłem tego swojskiego widoku. Niemcy chyba znaleźli na to jakiś patent, być może używają jakiś innych konstrukcji, które nie zatapiają studzienek w asfalcie, a może po prostu są dokładni i zależy im na tym, bo przecież też będą sami po tych ulicach jeździć.

Jazda w ruchu miejskim

Oczywiście nie cały Berlin pokryty jest siecią dróg rowerowych. Tam gdzie ich nie ma, ruch odbywa się na jezdni, razem z samochodami. Jednak inaczej niż w Polsce, rowerzysta nie słyszy za sobą silnika na wysokich obrotach. Na żadnej ulicy też nie odbywają się wyścigi do najbliższego skrzyżowania z sygnalizacją. Wszyscy wychodzą chyba 15 minut wcześniej, bo nikomu się tak nie śpieszy jak nad Wisłą.

Niestety pasy rowerowe na jezdni mają też swoje minusy. To właśnie tam najczęściej parkują dostawcze auta, by zaopatrzyć sklep bądź restaurację. W ścisłym centrum jest z tym spory problem.

Bezpieczeństwo

Ale co najważniejsze, to dbałość o bezpieczeństwo rowerzysty na drogach. Jeśli na jezdni brakuje miejsca na pasy rowerowe lub po prostu ich nie ma, to możemy być pewni na 99%, że na skrzyżowaniu pojawią się namalowane pasy dla rowerów, pokazując jak pokonać skrzyżowanie, czyli tam gdzie są najbardziej potrzebne.

Tymczasem w kraju gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała... jest właśnie odwrotnie. Rozwiązań mamy od Sasa do lasa, ale sensownych tylko kilka. Skrzyżowania zatem musimy pokonać w sposób kombinowany. Albo zjeżdżamy ze ścieżki i włączamy się do ruchu przejeżdżając skrzyżowanie na zasadach ogólnych, albo przeprowadzamy rower przez przejście dla pieszych jako pieszy albo ostatecznie teleportacja.

To właśnie przejazdy przez skrzyżowania pokazują komu na czym zależy. Czy na zrobieniu jak najwięcej kilometrów ścieżek rowerowych, czy na poprawie bezpieczeństwa i stworzeniu systemu? Mam wrażenie, że u nas inżynierowie utracili, albo nie potrafią wykrzesać z siebie zdolności do kreatywnego myślenia, do myślenia nieszablonowego. Bo wszędzie tam, gdzie nie da się w prosty sposób poprowadzić przejazdu rowerowego przez skrzyżowanie, ścieżkę się urywa przed skrzyżowaniem i zaczyna ponownie za skrzyżowaniem. Przejazd przez skrzyżowanie rowerzysta musi już pokonać na własną rękę, a właściwie na własnych nogach.

Na pewno nie zapomnę też pięknego obrazka, jak dwójka emerytów na rowerach zatrzymuje się na środku skrzyżowania wykonując skręt w lewo. W Berlinie to pewno chleb powszedni, ale dla mnie - niesamowity widok! I trochę smutno po takich wrażeniach opuszczać Berlin i wracać do Warszawy.

Tak sobie też pomyślałem, że trochę żałuję, iż nie miałem dziadka w Wermachcie jak niektórzy :)

Zdjęcia

Drogi dla rowerów

Zapraszająca do przejażdżki prosta i asfaltowa droga rowerowa. Takie są właśnie drogi dla rowerów, nie za szerokie (zmieszczą się wszędzie), proste i asfaltowe. Piękny widok.

Szeroka arteria z 3 pasami w każdą stronę. Szeroki pas rowerowy dla bezpieczeństwa dodatkowo oddzielony od ruchu samochodów miejscami postojowymi.

Ulica dla wszystkich. Zmieściła się tu jezdnia dla samochodów, tory tramwajowe i pasy rowerowe - wszystko w jednym.

Są też ulice, na których brakuje pasów dla rowerów. Rowerzyści wówczas poruszają się jezdnią wraz z samochodami. Bardzo często w takich wypadkach na skrzyżowaniach pojawiają się pasy oraz miejsca dla rowerzystów oczekujących na zielone światło. Wszystko po to, by poprawić bezpieczeństwo.

Wyjazdy z ulic bocznych

Poziome oznaczenia rowerów to informacja dla kierowców skręcających lub wyjeżdżających z bocznych uliczek o przecięciu z drogą rowerową.

Tutaj wewnętrzna uliczka z miejscami postojowymi bez wymalowanych ciągłych pasów rowerowych - pojawiają się jedynie we miejscach przecięcia z uliczkami prostopadłymi. Czyli tam, gdzie jest to konieczne. Są pasy, czerwona farba i symbole rowerów widoczne dla kierowców

Większe skrzyżowania

Wydzielone pasy do skrętu w prawo i jazdy prosto na pasie dla rowerów. Możliwe coś takiego w Polsce? Widać tu też dużo rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo. Stojaki rowerowe po prawej stronie uniemożliwiają samochodom parkowanie blisko skrzyżowań by nie ograniczać widoczności. Linia do zatrzymania samochodów jest wcześniej niż linia dla rowerów, w ten sposób rowerzyści sa lepiej widoczni.

Są też i takie połączenia dróg rowerowych, tam gdzie jest większe natężenie ruchu rowerowego. Mamy tutaj z lewej strony pas dla rowerów jadących prosto przez skrzyżowanie, nieco dalej pas dla skręcających w lewo. Z miejsca gdzie robione jest zdjęcie - pas dla rowerów jadących prosto i obok pas dla skręcających w prawo.

Przejazd przez skrzyżowanie i dalsza kontynuacja buspasem. W kraju nad Wisłą - wciąż egzotyka.

Skrzyżowanie z wyznaczonymi pasami rowerowymi. Tak jest niemal na każdym większym skrzyżowaniu. Skręt w lewo wykonuje się na dwa razy.

Zjazdy i wjazdy na ścieżkę

Przejazd przez skrzyżowanie (czerwona farba!) i wjazd na ścieżkę rowerową poprowadzoną już chodnikiem. Wjazd na chodnik z ulicy pod kątem 90 stopni? W Berlinie coś takiego nie przejdzie

Tak właśnie wygląda połączenie jezdni z drogą dla rowerów. Żadnego krawężnika i co najważniejsze nie trzeba wjeżdżać na ścieżkę pod kątem 90 stopni. Najprościej i najbezpieczniej jak się da.

Cdn.

W drugiej części fotorelacji - o organizacji ruchu podczas remontów, Fahrrad frei, stojakach i innych ułatwieniach dla rowerzystów.