Władze Warszawy planują znaczącą podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Przedstawiciele miasta nie ukrywają, że droższe bilety mają pomóc w załataniu deficytu w stołecznym budżecie. Na takim podejściu władze Warszawy mogą się jednak poważnie przeliczyć.

Istnieje już kilka przykładów, gdy przychody ze sprzedaży biletów zwiększano nie za sprawą podwyżek cen biletów, lecz dzięki wprowadzaniu... obniżek. W Gdańsku Zarząd Transportu Miejskiego w 2008 r. aż dwukrotnie obniżał ceny biletów miesięcznych – cena biletu sieciowego w styczniu spadła ze 132 zł do 110 zł, a następnie w październiku do 98 zł. Równocześnie część biletów czasowych pozostawiono w starej cenie, wydłużając jednak czas ich ważności – np. czas ważności biletu za 2,80 zł wydłużono za 30 do 45 min. Dzięki tym „przewrotnym” decyzjom władz Gdańska, podróżowanie komunikacją miejską stało się popularniejsze. W Gdańsku efektem wprowadzenia tańszej taryfy biletowej były zwiększone przychody ze sprzedaży biletów: o ile rok 2007 zamknięto wpływami w wysokości 86 mln zł, to przychody w obfitującym w obniżki cen biletów roku 2008 wyniosły 92 mln zł. Oznacza to, że za sprawą obniżki cen biletów do budżetu Gdańska wpłynęło dodatkowych 6 mln zł.

Podobnie było w Lublinie, gdzie już w 2004 r., dzięki obniżce cen biletów jednorazowych oraz miesięcznych, stratę Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego udało się zmniejszyć o 40%. Nie ma bowiem co ukrywać, że niższe ceny biletów nie tylko przyciągają nowych pasażerów komunikacji miejskiej, ale również zmniejszają liczbę gapowiczów. Im tańsze podróżowanie środkami transportu publicznego, tym mniej osób podejmuje ryzyko niemiłego spotkania z kontrolerami biletów – oto jeden z „sekretów” niższych cen biletów zapewniających wyższe przychody.

Drugi „sekret” to twarda ekonomia. Jedno z podstawowych praw ekonomicznych – zasada cenowej elastyczności popytu – mówi, że im wyższa cena danego dobra, tym mniej jest chętnych do zakupu tego dobra. Droższe bilety skłonią część mieszkańców aglomeracji warszawskiej do rezygnacji z podróżowania komunikacją miejską.

Drastyczna podwyżka może więc przynieść skutki odwrotne do zamierzonych – zamiast planowanego wzrostu wpływów do miejskiego budżetu, w rzeczywistości przychody ze sprzedaży biletów obniżą się. Obniżą się wraz ze spadkiem popularności drożejącej komunikacji miejskiej. Nietrudno również przewidzieć, że podwyżka cen biletów przy utrzymaniu niskich cen parkowania skłonią wielu mieszkańców do poruszania się po mieście samochodami. A to tylko zwiększy korki oraz pogłębi problem samochodów rozjeżdżających chodniki i trawniki.

Karol Trammer
Autor jest redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”: www.zbs.net.pl