W wielu rejonach Warszawy rolę miejsc parkingowych spełniają skrajne pasy ruchu, trawniki, pobocza, chodniki i ścieżki rowerowe. Niedawna seria interwencji Gazety Stołecznej i odzew czytelników kolejny raz dowodzą, że problem nielegalnego anektowania powierzchni należnej niezmotoryzowanym nie maleje. Medialnie zdopingowana Straż Miejska obiecała więcej stanowczości i nowe metody walki z tym nienowym zjawiskiem (m.in. fotografie dowodowe).

Popieramy i trzymamy za słowo. O potrzebie zdecydowania i większej inicjatywy ze strony służb porządkowych świadczą i nasze obserwacje. Często patrole nie kwapią się nawet do zatrzymania w dobrze znanych miejscach, gdzie samochody notorycznie tarasują ścieżki rowerowe. Przystawanie na nich zdarza się też, niestety, radiowozom - mamy nadzieję, że są to wyjątki, które będą zanikać... Rzecz jasna służby porządkowe nie są wszechobecne, a z okien radiowozu mogą nie dostrzegać tego wszystkiego, co zauważa pieszy czy rowerzysta. Warto więc dzwonić, mailować i wyczulać strażników na pewne miejsca i zjawiska. Niedawno podjęliśmy jedną z takich prób zwrócenia uwagi - niestety, jak dotąd, nieskuteczną. Wracamy więc do tej pozornie nietypowej, ale znamiennej sprawy trochę szerzej i dokładnej.

Czy pomoże strażnik?

Jesienią 2004 r. doszła do skutku długo oczekiwana przebudowa ul. Brylowskiej. Zarówno pieszym, jak kierowcom przyniosła zauważalną poprawę. Zrujnowane i rozjeżdżone chodniki wymieniono, ale przy okazji znaczną ich część zwężono, by zmieścić przy jezdni prostopadłe zatoki postojowe. Parkujące w nich dłuższe samochody powodują utrudnienia dla pieszych.

Pół na pół - czy taki podział "korytarza powietrznego" nad chodnikiem przy ul. Brylowskiej można uznać za sprawiedliwy?

Na początku tego roku poprosiliśmy straż miejską o opinię na temat poprawności takiego zachowania kierowców. W odpowiedzi naczelnik właściwego oddziału odpowiedział, że strażnicy dokonali wizji w terenie i według nich sposób urządzenia postoju pojazdów [...] nie wyczerpuje znamion wykroczenia. Kierowcy parkując pojazd nie wjeżdżają kołami jezdnymi na chodnik, poruszając się w granicy wnęki postojowej.

Czy pomoże prawodawca?

Nie całkiem przekonani tą opinią porównaliśmy ją z tym, co o parkowaniu i chodniku mówi Prawo o Ruchu Drogowym. Art. 47. p 1. dopuszcza zatrzymanie lub postój na chodniku kołami jednego boku lub przedniej osi pojazdu samochodowego [...], pod warunkiem że: [...] 2) szerokość chodnika pozostawionego dla pieszych jest taka, że nie utrudni im ruchu i jest nie mniejsza niż 1,5 m.

Choć opisywane przekroczenia granic wnęki postojowej odbywają się samym nadwoziem i bez udziału kół, to nie zmniejsza to w żaden sposób utrudnień na samym chodniku. Nierzadko pieszym pozostaje niewiele ponad połowa tego, co przyznaje ustawodawca. Chodnik widoczny na zdjęciach ma dokładnie 1,5 m szerokości, więc powinien być drożny w całości. Czy więc straż miejska słusznie pobłaża takim kierowcom, czy zmuszają ją do tego nieprecyzyjne przepisy i sprawa wymaga nowelizacji ustawy przez Sejm?

Bardzo często piesi muszą się mijać w "gardle" węższym niż metr. Choć ustawa przyznaje im 1,5 metra.

Wydaje się, że w przypadkach takich, jak pokazane wyżej, istnieją formalne podstawy przynajmniej do zwrócenia kierowcom uwagi na stwarzane utrudnienia, zwłaszcza gdy inne (wcale niekoniecznie krótsze) pojazdy stojące obok parkują bez przekraczania krawędzi. Taka perswazyjna postawa organów porządkowych wydaje się właściwsza niż zaniechanie i do myślących ludzi powinna trafić nie gorzej niż mandat. Może warto zacząć ją praktykować? Może niektórym kierowcom trzeba pomóc dostrzec coś poza czubkiem własnej maski?

Czy pomoże projektant?

Pewnymi metodami zapobiegania dysponują też projektanci i planiści. Mogą w takich miejscach ustawiać np. słupki, podwyższać krawężnik czy sytuować zatoki równolegle. Projektant przebudowy Brylowskiej godząc interesy pieszych i kierowców nie miał łatwego zadania. Powiększenie podaży stanowisk postojowych udało się na styk - kosztem zwężenia chodnika do 1,5 metra i wykonania zatok o minimalnej głębokości 4,5 metra. Nawet te teoretyczne proporcje mówią same za siebie.

Wbrew pozorom, problem Brylowskiej nie jest błahy. W godzinach szczytu tą pozbawioną komunikacji miejskiej ulicą chodzi bardzo wiele osób, nawet kilkaset w ciągu godziny. Dla dojeżdżających pociągiem do Dw. Zachodniego tędy prowadzi najkrótsza droga do szkół i zakładów w okolicy ul. Kasprzaka. Potoki w obu kierunkach są porównywalne, więc muszą się mijać. Z chodnika po drugiej stronie (przy parku) tylko nieliczni mogą czy chcą korzystać. Bardzo wskazane byłoby uruchomienie w tym rejonie linii autobusowej, również do obsługi południowego dojścia do dworca. Niezmotoryzowani mogliby się wtedy przemieszczać także w korytarzu powietrznym nad jezdnią... ;-) Ale to już temat godzien osobnego potraktowania.

Jeszcze o chodnikach

Na koniec kilka innych obserwacji z Brylowskiej, które sugerują, że o wygodę pieszych i estetykę można było zadbać lepiej:

To przejście dla pieszych można było poszerzyć i lepiej "zgrać" z zakończeniem alejki dochodzącej z parku. Teraz ich układ sprzyja przedeptywaniu trawnika (przejście ma minimalną przepisową szerokość 4 metrów).

Węższy chodnik wcale nie pozostawia tu miejsca trawnikowi. Duży ruch i tendencja do wybierania najprostszej drogi spowodowały natychmiastowe wydeptanie błotnistego pobocza. A mogło być i nowe, i estetyczne...

Tutaj prosiło się o uporządkowanie prowizorki i poprowadzenie chodnika takim skrótem, jakim ludzie chodzili, chodzą i będą chodzić...

...chyba, że drogę zagrodzi im taka oto przeszkoda.