Sto lat temu turyści górscy zapoczątkowali zwyczaj mówienia "cześć" każdemu napotkanemu piechurowi. Szansa spotkania innego człowieka w górach była tak niewielka, że już kiedy jakiś został przez oko maniaka górskiego wychwycony, to powodowało to zwężenie źrenic, błysk w oczach obu napotkanych włóczęgów i entuzjastyczne powitanie. Pozostałością po tym jest owo "cześć". Ale po co pisać o górskich zwyczajach piechurów w gazecie dla cyklistów nizinnych?

Chciałbym wprowadzić podobny obyczaj wśród mazowieckich rowerzystów. Do mówienia "cześć" dodałbym, w miejscach gdzie się da, przyjazne machnięcie ręką i w nastrojach, w których ma się siłę, radosny uśmiech. Jest ku temu parę powodów.

Pierwszy powód to poprawa nastroju. Jako student psychologii społecznej wiem, że takie zachowania zmniejszają niezwykle uciążliwe w wielkich miastach poczucie obcości między ludźmi. Zgodnie z regułą zaraźliwości emocjonalnej nastrajają radośnie i poprawiają humor.

Po drugie, byłaby to alternatywa dla zachowań kierowców samochodów, którzy zamknięci w swoich kabinach mogą na siebie co najwyżej potrąbić.

Po trzecie, przyciągałoby to ludzi do jeżdżenia rowerami, bo jak wiadomo człowiek lgnie tam gdzie unosi się wiele pozytywnych wibracji. Uśmiechy i radosne pozdrowienia działają na innych jak magnes - między innymi dlatego wędrówki po górach mają dla nas taki urok.

Apeluję zatem do wszystkich fanów dwóch kółek o radosne pozdrawianie innych rowerzystów na każdym metrze ścieżki rowerowej, na każdej ulicy i na każdych światłach. Niech każdy nie produkujący spalin będzie dla nas jak brat lub siostra!