W przeszłości często powtarzałem bezmyślną krytykę kostki Bauma, zwanej w niektórych kręgach kostką Downa. Częściej jeszcze, w myślach modulowanych podczas jazdy drganiami o niewielkiej amplitudzie, ale bardzo denerwującej częstotliwości, wymyślałem tym, którzy tysiące metrów kwadratowych tej kostki położyli nam pod kołami.

Ostatnio, jadąc wzdłuż Trasy Siekierkowskiej zacząłem zmieniać zdanie. Kostka ukazała mi swoje zupełnie inne oblicze - najbardziej ekologicznej nawierzchni.

Pod względem wygody jazdy na rowerze ustępuje może trochę asfaltowi, ale o ileż korzystniejsza jest dla flory!

Na zdjęciach widać nawierzchnię wykonaną dopiero niecałe 3 lata temu. Można jednak przypuszczać, że kostka zapewnia naturalną regulację: nieużywana (a więc niepotrzebna) ścieżka lub jej fragmenty ulegną po paru latach swoistej biodegradacji.

Koleżanki i koledzy, ekocykliści i cykloekolodzy, spójrzcie na te rośliny.

Jak wspaniale im się rośnie na kostce.

Czyż nie rośnie wam serce? Trzeba zrewidować nasz stosunek do EKO-stki Bauma! Nie odmawiajmy jej zwolennikom ekologicznej postawy i dalekowzrocznej polityki proroślinnej.