Zazwyczaj krytykujemy kostkę betonową, wskazując na jej rozliczne wady. Tego typu nawierzchnia ma jednak również jedną zaletę - już po paru miesiącach widać na niej, niczym na świeżym śniegu, którędy cykliści jeżdżą, a którędy nie. Poniższe zdjęcia pochodzą ze ścieżki nad Kanałem Gocławskim, oddanej do użytku 1,5 roku temu.

Tutaj widać, że pas ok. 40 cm od wygrodzonej barierką prawej krawędzi ścieżki jest zupełnie niewykorzystywany, a kolejne 40 cm - wykorzystywane jest rzadziej niż pozostała część ścieżki. Nie powinno to dziwić osób, które kiedykolwiek widziały rower na oczy - nawet w najbardziej ekstremalnych rowerach kurierskich kierownica jest szersza niż grubość opony, a efekty zahaczenia o metalową barierkę są z reguły dość bolesne.

Wzorcowy normatyw holenderski przewiduje, że w odległości 0,5 m od krawędzi drogi rowerowej nie może znajdować się nic o wysokości ponad 5 cm. Ścieżka na Gocławiu stanowi kolejny namacalny dowód, że głupcem jest ten, kto projektuje i uzgadnia mniejszą skrajnię. Szkoda tylko, że aby się o tym przekonać, władze Pragi Południe tylko na tym odcinku wyrzuciły w błoto 4000 zł (orientacyjny koszt zarośniętej kostki) z publicznych pieniędzy - mogliśmy to szczegółowo objaśnić za mniej niż połowę tej kwoty...