Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo między Kielcami a Sandomierzem jest dobrze oznaczony. Nie zgubiliśmy się, mimo że jechaliśmy trasą po raz pierwszy. Pierwsza połowa trasy (tj. do Rakowa) jest raczej płaska, natomiast dalej robi się bardziej pagórkowato i trzeba liczyć się z dosyć krótkimi, ale licznymi podjazdami.

Zdjęcia

Trasę zaczynamy w Kielcach dokąd można dojechać pociągiem (z Warszawy około 2 h 40 min).

Początek jest mało przyjemny. Stolica województwa świętokrzyskiego nie słynie z dobrej infrastruktury. Urywane drogi dla rowerów, brak przejazdów i przez to ciągłości, czy zawijasy sztucznie wydłużające trasę. W mieście warto zobaczyć zamek oraz dworzec PKS ala ufo. Istnieje też wariant trasy pozwalający ominąć Kielce, jeżeli nie kończymy/zaczynamy tam podróży.

Im dalej wyjeżdżamy z centrum miasta, tym infrastruktura lepsza. Są jednak niespodzianki jak na zdjęciu obok, na szczęście krótkie.

Dalej trasa prowadzi asfaltowymi, równymi, drogami lokalnym. Jazda jest bardzo przyjemna, a ruch znikomy.

Wyjątkiem jest krótki, 4 kilometrowy odcinek Holendry-Smyków, gdzie zamiast asfaltu mamy drogę tzw. gruntową ulepszoną. Warto zauważyć przy tym, że oficjalna mapa na stronie greenvelo.pl z nawierzchnią jest już nieaktualna, gdyż co najmniej kilka wcześniejszych odcinków przeszło asfaltowanie.

Dalej docieramy po asfalcie do dawnej stolicy arian (braci polskich), czyli do Rakowa.

W tej okolicy przydałaby się dodatkowa infrastruktura rowerowa umożliwiająca dotarcie do okolicznych atrakcji tj. do polskiego Carcassone czyli Szydłowa oraz zamku w Kurozwękach. Dodatkowo rozwiązałoby to problem dojazdu do miejscowości Chańcza, gdzie znajduje się baza noclegowa oraz kąpielisko.

W stronę Iwanisk trasa dalej prowadzi lokalnymi drogami o asfaltowej nawierzchni. Jednak przed samym miastem czeka nas większy objazd. Aż się prosi choć o alternatywny wariant i wybudowanie 4 km odcinka wydzielonej infrastruktury wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 757.

Za Iwaniskami czeka nas dłuższy fragment wydzielonego ciągu pieszo-rowerowego wzdłuż drogi wojewódzkiej całkiem przyzwoitej jakości. Na trasie obowiązkowy punkt programu: zamek w Krzyżtoporze.

Dalej droga przechodzi w drogi lokalne. Niestety nie zdecydowano się na pociągnięcie ciągu pieszo-rowerowego w brakującym miejscu i mamy zawijasy zamiast prostej drogi. Do tego dochodzi kilkaset metrów drogi polnej, po opadach błotnistej.

Za Klimontowem trasa prowadzi za to prosto po mało używanej drodze wojewódzkiej i drogach lokalnych. Widoki są pięknie bo na pagórkach przez której jedziemy rosną tysiące jabłoni. Krótki fragment przed Sośniczanami nie ma asfaltu, ale droga jest jest ubita i nie powinno być na niej większych kałuż nawet po opadach.

Odcinek kończy krótki ciąg pieszo-rowerowy bardzo umiarkowanej jakości wzdłuż drogi krajowej aż pod sam zamek i starówkę.

Podsumowanie

Mimo kilku wymienionych w tekście niedoróbek fragment ten można polecić. Znacząca większość trasy prowadzi po mało używanych lokalnych drogach o dobrej jakości nawierzchni asfaltowej. Trasa prowadzi przez liczne atrakcje, a pagórkowata okolica jest bardzo ładna. Najgorsze fragmenty trasy są w większych miastach ale nie psują one radości z podróżowania rowerem.

Zobacz także

Fotorelacja Roberta Buciaka: [zobacz >>>]