Motto

Jesteśmy ogromnie dumni, że nasza firma została wykonawcą tak ważnego dla stolicy przedsięwzięcia. To dla nas ogromne wyzwanie, ale też i satysfakcja będzie większa z dobrze wykonanego zadania
- prezes Mostostalu SA Jarosław Popiołek o kontrakcie na wykonanie stacji i tuneli metra.

Nie od razu przejazd zbudowano

Od dawna wiadomo, że nad ścieżką rowerową w ciągu ulic Podczaszyńskiego, Perzyńskiego i Rudnickiego wisi jakieś fatum. Nie będziemy tu powielać całej historii opisanej w licznych wcześniejszych materiałach [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>].

Tym razem foto-kronika dotyczy najnowszych osiągnięć firm budowlanych wykonujących tunel metra krzyżujący się - jakże pechowo - z ul. Podczaszyńskiego i jej nieszczęsną ścieżką rowerową. Aby sukcesy polskich olimpijczyków nie przesłoniły nam osiągnięć widocznych na co dzień, pokażemy, że Polak nadal potrafi. Chlubnym tradycjom z czasów PRL zanik jak na razie nie grozi. Wprawdzie Stanisław Bareja nie nakręci już o tym nowych filmów, ale sceny żywcem z nich wyjęte można zobaczyć na własne oczy.

wersja 0

Przypomnijmy na początek, jak wyglądał przejazd przez ul. Kasprowicza w kier. zachodnim, zanim "inżynierowie z metrobudowy" wkroczyli do akcji. Widać niefazowaną kostkę i zgodność przebiegu krawędzi ścieżki po obu stronach. Nazwijmy to wersją 0 (zerową).

Potem przyszły koparki i spychacze, o czym też pisaliśmy [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

wersja 1 - na szaro

Pierwsze podejście do odtworzenia nawierzchni - zrobione na szaro. Zdziwionych brakiem czerwono-różowych odcieni uspokajamy - to nie jest złudzenie. Ciągu rowerowego tam naprawdę nie ma (czy mówiąc ściślej - nie było w pierwszej wersji). Uspokajamy też, że będzie dalszy ciąg i kolejne wersje ;-)

Widząc, jak bardzo zatarło się oznakowanie P-11 na wschodniej nitce, trudno mieć pretensję do budowniczych, że zapomnieli. I krawężnik ułożyli z rozpędu tak jak widać na tym zdjęciu (kreski wskazują zatarte znaki P-11). Potem musieli go obniżyć.

wersja 2 - na różowo z rowkami

Jednak po wypełnieniu monotonną taflą szarego betonu całej przestrzeni między jezdniami ktoś przypomniał sobie o przejeździe rowerowym. Wycięto więc w tej tafli pas i wstawiono w niego różową wstęgę z kostki fazowanej. Po wytyczeniu przejazdu okazało się, że po zachodniej stronie pokrywają się dwie krawędzie, ale przeciwległe. Ta na zdjęciu po prawej zamiast w swój odpowiednik - trafia dokładnie w dalszą po lewej...

Dlaczego? Jedna z teorii głosi, że popsuł się teodolit. Inna, że zawinił ten, kto niefortunnie ustawił tablicę spychającą i tymczasowy znak (wskazane strzałką) akurat na drodze przejazdu, więc trzeba było je ominąć.

To zresztą nawiązanie do tradycji i wcześniejszych przejawów dobrych praktyk duetu Mostostal & Acciona (wykonującego ten odcinek metra). Pan kierownik rozpoczynającej się budowy (w kamizelce) na pytanie, dlaczego utrudnia ruch rowerowy, odpowiedział, że przeszkoda stoi poza placem budowy, więc go nie interesuje.

Choć druga wersja stanowiła postęp, nadal odbiegała od ideału. Ewidentne "przekoszenia" postanowiono zniwelować... farbą i oznakowaniem poziomym na jezdni.

Ten zabieg kosmetyczny okazał się jednak nie całkiem skuteczny. Nie wzięto pod uwagę słupków. Na zdjęciu wersji 2 widać wyraźnie, jak mały jest odstęp między prawym pasem znaku P-11 a słupkiem wbitym (też w bardzo przemyślany sposób) prawie w środek ścieżki.

wersja 3 - biało na czarnym

Ponownie w ruch poszły pędzle. Przesunięto oznakowanie poziome przejazdu znów na pozycję równoległą do zebry dla pieszych. Cóż z tego, skoro co innego się rozjechało? Co za pech! Linie przejazdu przestały trafiać w krawędzie ścieżki.

wersja 4 - poszerzona

Pałeczkę po malarzach znów musieli przejąć brukarze i wykazać się dosztukowując do ścieżki dyskretny trójkącik tam, gdzie linia przejazdu wyszła poza krawędź ścieżki (wskazany żółtą strzałką). Dzięki niemu prawa część znaku P-11 ma się o co zaczepić. Czerwone linie wskazują naturalny, prawidłowy i zgodny z pierwotnym przebieg tego odcinka. Co ja plotę - naturalność i prawidłowość w naszym drogownictwie?

Dla urozmaicenia brukarzom pracy a rowerzystom jazdy postanowiono wykorzystać okazję i przyłączyć do ścieżki studzienkę.

Usunięto też w wersji czwartej dwa słupki kolidujące z ruchem rowerowym, co można dostrzec porównując poprzednia zdjęcia.

Nic nam do tego, że konsorcjum Mostostalu i Acciony ma dużo pieniędzy i przy okazji robót daje pracownikom okazję do podnoszenia kwalifikacji, rozwoju zawodowego i dodatkowej praktyki przy różnych wariantach wykonania przejazdu. Wysoce kreatywne podejście do tak rutynowego (z pozoru) elementu drogi naprawdę robi wrażenie i wzbudza podziw. Jednak nasza awersja do kostki fazowanej i zaniepokojenie nie całkiem trzeźwą geometrią drogi były silniejsze.

24 lipca wystąpiliśmy więc do Dzielnicy Bielany jako inwestora omawianej ścieżki (nadal od siedmiu lat) o:
1. przywrócenie pierwotnego przebiegu i
2. zastąpienie nawierzchni z kostki fazowanej na niefazowaną a najlepiej asfaltową.

Nie ma przecież żadnego uzasadnienia, aby Miasto tolerowało pogorszenie warunków ruchu rowerowego na skutek niedbalstwa wykonawcy i braku nadzoru inwestorskiego Metra. Skoro przed demontażem przejazd był wykonany z kostki niefazowanej, to bezwzględnie powinien być odtworzony w formie nie gorszej od stanu wyjściowego.

wersja 5 - na różowo bez rowków

O dziwo, reakcja nastąpiła już po kilku dniach!

Na razie tylko w postaci wymiany kostki na niefazowaną, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe etapy - dalszych zmian nie da się przecież wykluczyć.

Może na przykład prezes Mostostalu uzna, że wyrabianie 300% normy w wysokości krawężników to powód raczej do wstydu niż dumy i w trosce o satysfakcję z dobrze wykonanego zadania każe je obniżyć?

Czy widząc, ile trudu, prób i błędów wymagają proste rutynowe roboty drogowe związane z metrem, można się dziwić dwukrotnemu przebiciu finansowych założeń inwestora przez oferentów startujących w przetargu na II linię? Przecież trafić jednym tunelem w drugi drążony z naprzeciwka i zupełnie niewidoczny albo zgrać niezależne ściany szczelinowe jest o wiele trudniej, niż trafić kawałkiem ciągu rowerowego w ścieżkę leżącą 6 metrów dalej za jezdnią.

Zastanawialiśmy się od dwóch tygodni, czy tę kronikę już opublikować, czy może poczekać, aż życie dopisze do niej nowe kamienie (czy raczej kostki) milowe. Nie chcemy jednak dłużej jej ukrywać przed Czytelnikami, zwłaszcza że budowa metra dostarcza wciąż nowych i wartych odnotowania tematów czekających w kolejce. [zobacz >>>]

Polak potrafi! Więc jak nie na tym skrzyżowaniu, to wkrótce spotkamy się na innym odcinku frontu tego wiekopomnego dzieła!

Kończąc ten materiał wyrażamy (już całkiem poważnie) przekonanie, że:

- to, co firmy Mostostal i Acciona zrobiły pod ziemią, udało się za pierwszym razem i nie trzeba było tuszować podobnych prób i błędów,

- prezes Jerzy Lejk dostanie po zakończeniu budowy I linii metra kolejną nagrodę - za doskonały nadzór inwestorski, a może i trzecią - na zachętę by trzymać tak samo wyśrubowane normy na linii nr 2. Leży to w naszym wspólnym interesie - wszak solidność i precyzja wykonania wprost przekłada się nie tylko na estetykę czy koszty, ale przede wszystkim na bezpieczeństwo - jak wiadomo - traktowane przez Warszawskie Metro z najwyższą powagą [zobacz >>>].