Dokładnie 40 lat temu do księgarń trafiła książka Witolda Rychtera pt. ,,Kierowcom pod rozwagę” z celną grafiką Szymona Kobylińskiego na okładce. Kogo autor nazywa terrorystami? Jak odnosi się do ustępowania pierwszeństwa pieszym, którzy jeszcze nie weszli na jezdnię? Odpowiedzą na to poniższe cytaty z jego książki.

Choć od czasu jej powstania zaszły ogromne zmiany w technologii, infrastrukturze, obyczajach, dostępności i powszechności samochodu, wiele zaleceń i obserwacji autora pozostaje nadal bardzo trafnych i aktualnych. Przypominamy ich wybór również dlatego, że za krytycyzmem autora wobec niewłaściwych zachowań zmotoryzowanych nie stoją pobudki ideologiczne czy chęć zwalczania samochodu, którą tak chętnie przypisuje się podobnym poglądom dzisiaj. Wręcz przeciwnie. Zmarły 35 lat temu Witold Rychter był entuzjastą motoryzacji, zarówno jej praktykiem (jako kierowca rajdowy, pionier polskiego sportu motocyklowego i samochodowego), jak i teoretykiem (jako inżynier mechanik, legislator, rzeczoznawca i biegły sądowy w sprawach wypadków).

Zdrowy rozsądek to obowiązek

Nie jest sztuką nie być winnym i mieć wypadek; sztuką jest natomiast nie być winnym i... nie mieć wypadku! Oznacza to, że nawet w sytuacji, w której inny kierowca lub pieszy zachowuje się sprzecznie z obowiązującymi go przepisami, musimy umieć zapobiec wypadkowi; musimy umieć zawczasu ocenić niebezpieczeństwo, nawet nie wywołane przez nas; musimy przewidzieć wadliwe, nieostrożne zachowanie się innego użytkownika drogi i przedsięwziąć odpowiednie kroki zapobiegające nieszczęściu.

Musimy więc postępować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, który zawsze powinien kierować naszym postępowaniem. On nakaże nam przygotować się do hamowania, gdy ujrzymy zamyślonego pieszego dopiero zamierzającego wkroczyć na jezdnię. [12]

Szybkość bezpieczna

Wielu, szczególnie młodych wiekiem kierowców po prostu nie może znieść, aby ktokolwiek jechał szybciej od nich; aby ktokolwiek znajdował się przed nimi. Kierowcy ci z zasady stale wyprzedzają innych, nie licząc się zupełnie z obowiązującym ograniczeniem szybkości. Pędzą szybciej od innych, nie wiadomo po co, bo przecież i tak zysk w czasie będzie bardzo niewielki, a inni znów zbliżą się, gdy trzeba będzie zatrzymać się przed czerwonym światłem.

To zamiłowanie do jazdy szybciej od innych wynika z wybujałej indywidualności, na którą nie ma miejsca w prawidłowym ruchu drogowym. Doświadczony kierowca dobrze rozumie pożytek z dostosowania się do sposobu jazdy otaczających pojazdów, a sam stara się zająć pozycję szeregowego uczestnika ruchu drogowego, bez wyskoków i indywidualnych ekscesów, wprowadzających zamieszanie.(...)

Propagujmy zatem prawdę, że samochód nie ma być wcale w mieście szybkim środkiem transportu, szczególnie w okresach nasilonego ruchu; wszystkich kierowców obowiązuje natomiast ścisłe współdziałanie, dostosowanie się do okoliczności, niewyłamywanie się z szeregu i zachowanie zasady, że jadącemu przed nami nie wolno zabierać jego miejsca w strumieniu pojazdów — nie wolno go wyprzedzać i zajeżdżać mu drogi licząc na przymusowe wypuszczenie przed siebie.(...)

Nie chodzi o to, aby jechać szybciej od innych. Chodzi natomiast o to, aby jechać kulturalnie, prawidłowo i bezpiecznie. Uprzejmość i dobre wychowanie obowiązują również za kierownicą samochodu! [16-17]

Szybkość bezpieczna będzie inna [w różnych miejscach i warunkach]. Ale zawsze zasada określania przez nas szybkości bezpiecznej jest taka sama: musi pozwalać na skuteczne reagowanie kierowcy w razie zaistnienia niebezpieczeństwa, które kierowca ten może i powinien przewidywać. [77]

Postawa moralna

Każdego kierowcę, niezależnie od motywów, którymi się kierował, obowiązuje zachowanie należytej postawy moralnej. Wymaga się jej od wszystkich w stopniu jednakowym i najwyższym. Wymaga się kulturalnej jazdy, jazdy prawidłowej i zgodnej z zasadami przepisów drogowych, które są przecież pewnego rodzaju kodeksem należytego, prawidłowego współżycia wszystkich użytkowników dróg i które mają na celu zapewnienie nie tylko bezpieczeństwa na drogach, ale także wygody poruszania się po nich. Zachowanie się kierowcy, niezależnie od jego wieku, musi być zawsze poważne, dalekie od lekkomyślności, nonszalancji, agresywności i od lekceważenia innych; od lekceważenia pieszych, gdyż nie jadą samochodami, od lekceważenia prowadzących małe, tanie samochody; od lekceważenia rowerzystów i motorowerzystów, albowiem „pętają się” po jezdni; od lekceważenia kierowców, przestrzegających skrupulatnie przepisowego ograniczenia szybkości i nie znoszących jakichkolwiek nieprawidłowości w prowadzeniu samochodów.

Niestety, wielu jeszcze kierowców, szczególnie młodych i bardzo zarozumiałych, nie chce uznać praw innych współużytkowników drogi; dla nich jedynym hamulcem jest czujne oko milicjanta; można powiedzieć — bat, a nie poczucie przyzwoitości i odpowiedzialności. [21-22]

Wielu kierowców uważa się, niestety, za królów jezdni, szczególnie gdy prowadzi wielkie i ciężkie samochody. Masą i wyglądem tych pojazdów terroryzuje w pewnym stopniu innych, szczególnie kierowców małych samochodów i motocykli, nie mówiąc już o motorowerzystach i rowerzystach. Są postrachem, gdyż nikt nie pragnie bezpośredniego z nimi spotkania. Terrorystami są również i ci kierowcy samochodów osobowych, którzy nie stosują się do innych, do ich sposobu jazdy, do ich miejsca na jezdni, lecz w podświadomej chęci wyżywania się „szaleją na jezdni”, wyprzedzają, ryzykownie zajeżdżając innym drogę; nic znoszą, aby ktokolwiek jechał przed nimi; zmieniają co chwila pas ruchu mimo zupełnego braku takiej konieczności (...). [25]

Człowiek jest przez naturę przystosowany do poruszania się wyłącznie na własnych nogach i tylko przy szybkości pieszego zachowuje się bezpiecznie na drodze! Jeżeli jednak pragnie korzystać ze zbudowanego przez siebie samojezdnego przyrządu, nie może zapominać, że długi czas reakcji psychicznej, podarowany przez naturę, musi to skłonić do rozwagi w czasie prowadzenia samochodu, do wyrównania psychicznego niedomagania przez odpowiednie przewidywanie i zapobieganie, przez prawidłową ocenę własnych realnych możliwości; musi go skłonić do inteligentnego i kulturalnego prowadzenia samochodu. [41]

Sposób patrzenia

Zza kierownicy patrzy się inaczej. Kierowca musi patrzeć przed siebie, na drogę, aby dostrzegać na niej inne pojazdy, ludzi, znaki drogowe. Musi nieustannie obserwować stan jezdni i znajdujące się na niej przedmioty, zanieczyszczenia, uszkodzenia. (...) obchodzić go muszą także pobocza, na których mogą znajdować się dzieci, piesi, zwierzęta lub przeszkody wymagające uwagi, otrzymamy pojęcie rodzaju obserwacji, tak różniącej się od zwykłej. Obserwacji nie skupionej, lecz świadomie rozdzielonej, obejmującej oprócz drogi przed samochodem również i to, co dzieje się obok drogi zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. Mało tego; kierowca musi umieć błyskawicznie analizować na bieżąco zmieniające się co chwila sytuacje i dostosowywać do nich swój sposób jazdy (...).

Wynika z tego, że kierowca musi tak patrzeć, jakby oczy miał wszędzie: z przodu, z boków i z tyłu. Czy to możliwe? Tak, gdy nauczymy się patrzeć dwojgiem naszych oczu w sposób obowiązujący w czasie prowadzenia samochodu. [44-46]

Dziecko na drodze i... obok niej

Miejmy na uwadze, że dziecko inaczej myśli niż my; inaczej widzi ulicę, jezdnię, samochody. Nie ma ono naszego doświadczenia, nie umie logicznie rozumować i wyciągać należytych wniosków z tego, co widzi dookoła siebie. Jest ono natomiast żwawe, potrafi się szybko poruszać i nie wykazuje należytego opanowania, właściwego ludziom dorosłym. Nie wiemy przecież, co dziecku nagle przyjdzie do głowy i — jak postąpi w danej sytuacji. Wiemy natomiast, że zdolne jest do najróżniejszych wybryków, szczególnie jeżeli połączone są one z ryzykiem. (...)

Musimy więc nie tylko wzmóc ostrożność po ujrzeniu nawet jednego tylko dziecka na drodze lub na poboczu, ale umieć przewidywać postępowanie dziecka, jego nieobliczalne niekiedy zachowanie się w obliczu nadjeżdżającego samochodu. Musimy zawsze wiedzieć, co uczynimy, gdyby dziecko postąpiło w sposób nieprawidłowy i nieostrożny; w jaki sposób uratować takie dziecko, jakie przedsięwziąć kroki zaradcze. Będziemy szczególnie pamiętali, że długość drogi hamowania rośnie proporcjonalnie do drugiej potęgi szybkości! Że zawsze istnieje owa nieszczęsna sekunda reakcji kierowcy, opóźniająca początek wykonywania manewru!

Zdajmy sobie sprawę, że znaki ostrzegawcze: „Uwaga! Dzieci!” obowiązują nas do takiego przewidywania i postępowania, aby nie dopuścić do wypadku nawet wtedy, gdy mógłby być on spowodowany nie przez nas, lecz przez dziecko. [50-51]

Można zapytać, na czym miałaby polegać ta niezwykła, szczególna ostrożność? Dużo się o niej mówi, ale mało wyjaśnia, o co chodzi konkretnie. Otóż ostrożność polega na bacznej obserwacji zachowania się dzieci i, co bardzo ważne, na przygotowaniu się do natychmiastowego reagowania, gdyby któreś z nich wykazywało objawy nieprawidłowego postępowania.

Trzeba więc nie tylko postarać się o zachowanie zwiększonego odstępu przy omijaniu dzieci, ale także koniecznie zmniejszyć szybkość samochodu. Na ile? Oto pytanie, na które sami musimy odpowiedzieć zakładając, że zmniejszenie szybkości powinno pozwolić na uniknięcie wypadku w razie spostrzeżenia jakiegoś ekscesu ze strony dziecka. Zależne jest to jedynie od nas, gdyż tylko my sami wiemy, co uczynilibyśmy, gdyby dziecko zboczyło na jezdnię lub wykonało inny nieostrożny a nie przewidziany przez nas manewr.

Nasza to już sprawa, jak postąpimy; ważne jest abyśmy zapobiegli ewentualnemu niebezpieczeństwu. Gdyby nastąpił wypadek, nie moglibyśmy tłumaczyć się, że nie byliśmy nań przygotowani, gdyż obowiązkiem naszym, wynikającym z zasady zachowania szczególnej ostrożności, jest właśnie przygotowanie się na działanie w razie niebezpieczeństwa. [52-53]

Różnica [między jazdą w mieście a poza nim] polega przede wszystkim na niemożności zapobiegawczego ostrzegania sygnałem dźwiękowym, którym można posłużyć się jedynie w razie bezpośredniego niebezpieczeństwa, a nie „na zapas”. Druga trudność to konieczność dostosowania szybkości do innych pojazdów, w rzędzie których jedziemy. Stąd trudność w zmniejszeniu szybkości, od której zależy przecież możliwość reagowania na ewentualny eksces dziecka. Musimy więc te trudności zrównoważyć innymi środkami bezpieczeństwa. Przede wszystkim musimy umieć obserwować. Obserwować nie tylko jezdnię przed nami, ale i to, co się dzieje obok niej, a więc — nawet na chodniku, szczególnie po prawej stronie jezdni. Obserwacja ta nie może jednak w żadnym razie i w żadnym stopniu zmniejszyć spostrzegania tego, co się dzieje na samej jezdni; jest więc czynnością nie tylko dodatkową, ale także uciążliwą, wyczerpującą fizycznie i nerwowo. Jest ona jednak konieczna, gdyż bez zauważenia, że dziecko znajdujące się jeszcze na chodniku zamierza wbiec na jezdnię, nie będziemy w stanie należycie zareagować i zapobiec tragicznemu wypadkowi. Bez spostrzeżenia dziecka, zanim znajdzie się ono na jezdni, nie potrafimy przygotować się należycie do opanowania niebezpiecznej sytuacji, a nawet — do zapobieżenia możliwości ukazania się nieostrożnego malucha na jezdni.

Niektórzy kierowcy, szczególnie bardzo zarozumiali, żachną się, że przecież nie mogą odpowiadać za wypadek, gdy dziecko nieoczekiwanie wbiegnie przed samochód! Tak, oczywiście! Ale właśnie chodzi o to „nieoczekiwanie”. Naszą sprawą jest, aby przewidzieć takie niebezpieczeństwo, przewidzieć dostatecznie wcześnie i mądrze wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Chodzi o to, aby wybiegnięcie dziecka na jezdnię nie było dla nas „nieoczekiwane”, jeżeli tylko istnieje możliwość należytego przewidywania. Tak, Kodeks Drogowy nakazuje liczyć się z pieszymi dopiero wtedy, gdy znajdą się oni na jezdni. To prawda! Ale prawdą jest też, że mamy prowadzić samochód ostrożnie i bezpiecznie. I — jeżeli od dorosłych pieszych mamy prawo wymagać, aby nie wkraczali na jezdnię przed nadjeżdżającym pojazdem, to nie możemy wymagać tego od dzieci, albowiem są one jeszcze małe, niewiele wiedzą o święcie i nie umieją prawidłowo oceniać, czy grozi im niebezpieczeństwo ze strony samochodu, czy też nie. Niekiedy w ogóle nie zauważają tego samochodu, pochłonięte zabawą. [54-55]

Kierowca wobec pieszych

Oczywiście i piesi nie są bez winy, gdy wkraczają na jezdnię, kiedy szybko jadący samochód jest już blisko; gdy nie zwracają żadnej uwagi na pojazdy; gdy przechodzą przez jezdnię w miejscach niedozwolonych, forsując nawet taką przeszkodę, jak łańcuchy lub siatki odgradzające jezdnię.

Ale kierowca jedynie wtedy nie będzie odpowiadał za kolizję z pieszymi, jeżeli okaże się, że cała wina obciąża wyłącznie pieszego. Niestety, zazwyczaj wina leży po stronie kierowcy lub jest obopólna, a wtedy kierowca też odpowiada za spowodowanie wypadku. Zapamiętajmy zatem jedyną słuszną radę: zapobiegajmy wypadkom z pieszymi nie tylko wtedy, gdy pieszy postępuje prawidłowo, ale i wtedy, gdy jego postępowanie jest nieostrożne i stwarza nam poważne trudności. Jeżeli będziemy umieli przewidzieć nieprawidłowe postępowanie pieszego, to reagując „na zapas” potrafimy zapobiec nieszczęściu, pamiętając, że niezależnie od tego, czyja wina — nieszczęście jest jest zawsze nieszczęściem. [57]

Gdy prowadzimy samochód, powinniśmy zachowywać się tak samo grzecznie i uprzejmie, jak zachowuje się w stosunku do otoczenia dobrze wychowany człowiek bez samochodu. Musimy koniecznie opanować występujący kompleks wyższości, spowodowany niekiedy faktem prowadzenia samochodu. Musimy zdawać sobie zawsze sprawę z tego, że piesi również mają pewne, choć ograniczone, prawa na jezdni i prawa te musimy szanować, jak przystało na kulturalnych kierowców.

Miejmy stale w pamięci przepis o charakterze bezwzględnym, nakazujący umożliwienie pieszym bezpiecznego i spokojnego przejścia przez jezdnię, gdy znajdują się oni na wyznaczonym do tego miejscu, nawet wtedy, gdy ich jeszcze nie widzimy poprzez jadący obok inny samochód. Musimy być więc przygotowani na to, że sprzed sąsiedniego samochodu wyjdzie nieostrożny pieszy wprost przed nasz pojazd. Gdyby nastąpiło potrącenie pieszego, nie byłoby wytłumaczenia, że go nie widzieliśmy, a jego przyczynienie się do wypadku nie zmniejszyłoby naszej odpowiedzialności.

Przewidujmy również niebezpieczeństwo ze strony pieszych, którzy mogą zachować się nieostrożnie i nieprawidłowo, a potrafimy zapobiec nieszczęściu. Bądźmy wyrozumiali dla błędów popełnianych przez osoby starsze, niedołężne i przez dzieci. [58]

Iluż to kierowców sądzonych za najechanie na przechodnia na przejściu przez jezdnię tłumaczyło się, że przecież pieszy zatrzymał się, więc udzielił samochodowi pierwszeństwa przejazdu, a potem nagle ruszył w dalszą drogę i znalazł się przed samochodem. Kierowcy ci zapomnieli jednak, że zatrzymanie się pieszego na jezdni spowodowane zostało przecież niczym innym, jak obawą przed samochodem; obawą, której kierowcy wywoływać nie było wolno. [59]

Znamy obowiązek liczenia się z pieszymi, którzy już wkroczyli na jezdnię, i stosujemy się do niego. Dobry kierowca stara się jednak iść dalej w zakresie ostrożności; stara się obserwować, co się dzieje obok jezdni: na chodnikach, na poboczach dróg pozamiejskich, na przyległym terenie. Po co? Po to, aby zachować należytą ostrożność. Aby móc zauważyć osoby zachowujące się w sposób niebezpieczny: biegające w zabawie dzieci, starszych, którzy nie zważają na niebezpieczeństwo grożące im przy nagłym wkroczeniu na jezdnię, inne osoby zachowujące się nieprawidłowo. Osoby takie musimy bowiem zawsze podejrzewać o niezgodne z przepisami postępowanie i przewidzieć wobec tego, jak byśmy postąpili, gdyby zaistniało z ich strony niebezpieczeństwo. [65]

Doświadczony kierowca już na podstawie samego wyglądu osoby pieszej bezbłędnie potrafi przewidzieć jej zachowanie nie tylko na jezdni, ale nawet i obok niej. Potrafi wzrokiem wyłuskać spośród tłumu te osoby, które trzeba podejrzewać o możliwości nieprawidłowego zachowania się; potrafi dostrzec w porę niesforne dzieci; umie przewidzieć, co za chwilę może grozić mu z ich strony. Jeżeli tego doświadczenia i rutyny nie mamy, musimy je zastępować ostrożnością, nawet przesadną. [66]

P.S.

Witold Rychter pisał o pieszych i ich pierwszeństwie w kontekście prawnym, który obowiązuje w Polsce do dziś. Ochrona pieszego zaczyna się dopiero z chwilą jego wejścia na jezdnię. Trudno jednak nie zauważyć, że autor stawia wyższe wymagania, gdy podkreśla konieczność bacznej obserwacji poboczy i przewidywania postępowania pieszego (również nieprawidłowego). Nie teoretyzuje, jak niektórzy dzisiejsi politycy, na temat sygnalizowania przez przechodniów zamiaru przejścia przez ulicę. Uparcie i zdecydowanie uświadamia kierującym pojazdem ciążącą na nich odpowiedzialność i domaga się takiej przezorności, która ochroni niechronionych uczestników ruchu niezależnie od ich świadomego czy nieświadomego zachowania.

Nie mam wątpliwości, że Rychter poparłby postulowane od dawna zmiany PORD zaostrzające odpowiedzialność kierowców. Może posłowie, senatorowie i urzędnicy odpowiedzialni za BRD skorzystają z opinii jednego z naszych czołowych autorytetów motoryzacyjnych?

Wszystkie cytaty za: Witold Rychter Kierowcom pod rozwagę: lektura nie tylko do poduszki, ilustrował Szymon Kobyliński, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa, 1979 r.

W nawiasach kwadratowych podano numery stron. Wytłuszczenia i śródtytuły od redakcji.

Zobacz też

Witold Marian Rychter w Wikipedii pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Rychter