Polscy kierowcy masowo tracą wzrok. Na wizytę u okulisty czeka się miesiącami, więc z pomocą przychodzą im zarządcy dróg.

Na pierwszy rzut oka kierowca wyglądał normalnie, nie miał zwężonych źrenic, tęczówka prawidłowa, porcelanowa barwa białek. (...). Jestem ślepy, jestem ślepy, powtarzał zrozpaczony, gdy pomagano mu wysiąść z samochodu, a toczące się po policzkach łzy nadawały jego martwym oczom nienaturalny blask. (...) Wezwać policję, krzyczeli, zabrać stąd ten wrak. Ślepy tymczasem błagał, Proszę, niech mnie ktoś odwiezie do domu.
José Saramago ,,Miasto ślepców'', przeł. Zofia Stanisławska.

Święte prawo

W Europie Zachodniej (siedlisku tzw. cywilizacji śmierci) bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów na drodze traktuje się z najwyższą powagą, czego dowodem może być kampania #3500lives międzynarodowej organizacji FIA. Obejmuje ona różne aspekty bezpieczeństwa, ale koncentruje się na kierowcach, ponieważ od ich zachowania zależy najwięcej i na nich, jako prowadzących pojazd ważący ponad tonę, ciąży największa odpowiedzialność. W podejściu takim nie przeszkadza fakt, że FIA zrzesza organizacje stricte samochodowe.

Na jednej z grafik przygotowanych w ramach tej kampanii aktor Michael Fassbender apeluje do kierujących, aby sprawdzili swój wzrok. Sens tego apelu może wydawać się oczywisty i trącić banałem. Jednak nie w Polsce. U nas wymówkę „nie widziałem pana!” rowerzysta może usłyszeć od wymuszających pierwszeństwo w słoneczny dzień niemal na każdym skrzyżowaniu, a problemy z dostrzeżeniem znaków i sygnałów drogowych ma większość zmotoryzowanych.

Niegdyś opiniotwórcze autorytety [zobacz >>>] i Milicja Obywatelska trzymały kierowców krótko i takie kampanie nie były potrzebne. Wiedzieli, że muszą jechać uważnie i mieć oczy dookoła głowy, jak to trafnie zobrazował Szymon Kobyliński na okładce książki ,,Kierowcom pod rozwagę”.

Wraz z nastaniem w Polsce kapitalizmu i napływem aut wymagania te z roku na rok łagodniały. Aż doszliśmy do sytuacji, gdy prawo do jeżdżenia samochodem stało się jednym z naczelnych praw obywatelskich i wręcz spoiwem narodu, gdyż jak nic innego łączy przedstawicieli wszystkich światopoglądów, zawodów, warstw społecznych i opcji politycznych.

Polak coraz intensywniej korzysta ze świętego prawa do jeżdżenia samochodem i parkowania go, gdzie dusza zapragnie. Nie przyjmuje do wiadomości, że płacą za to inni, zmuszeni wdychać wyziewy rur wydechowych, słuchać warkotu, nakładać drogi, chodzić po schodach i zdewastowanych od parkowania chodnikach, itd. itp. Celnie przestawił to Andy Singer na jednym spośród setek swych rysunków [zobacz >>>]. Trudno nie dostrzec w tym ślepoty na prawa innych i granice wolności.

A jeśli Polak jest byłym posłem i Polakiem prawdziwszym niż inni, to ma to prawo, nawet gdy nie posiada prawa jazdy. Świętego prawa do jeżdżenia samochodem nie powinny i zwykłemu Polakowi ograniczać niedyspozycje czy niewystarczające predyspozycje (mentalne, psychiczne czy zdrowotne). Powiedzmy to wprost – komunizm się skończył i wolnym ludziom, synom i córom dumnego narodu nikt nie zabroni siadania za kierownicą. Nawet jak nie pomogą mandaty i mnie w końcu posadzą, to odsiedzę swoje i znowu za nią siądę.

Skoro prowadzić może każdy, zawsze i wszędzie, to należy obniżyć wymagania i odpowiednio dostosować infrastrukturę. I to się w Polsce dzieje na dużą skalę. Polskie drogi stają szerokim egalitarnym otworem przed każdym polskim patriotą, który pragnie zamanifestować swą sarmacko-liberalną wolność wsiadając do sprowadzonego zza Odry samochodu i cisnąc nim ile niemiecka fabryka i rosyjska ropa dała. Nawet jeśli niewiele widzi i jeszcze mniej rozumie z tego, co napotyka po drodze. Poniżej prezentujemy kilka przykładów troski zarządcy drogi o niepełnosprawnego zmotoryzowanego.

Miasto ślepców

Choć ostrzeganie przed przeszkodami w skrajni to powszechna praktyka, nie można go bagatelizować jako mało znaczącej oczywistości. Przecież niedowidzący kierujący może w każdej chwili zapragnąć zaparkowania pojazdu czy to w całości, czy to częściowo na utwardzonym czy trawiastym poboczu, a pobocze to akurat może (jak pokazuje obrazek) nie nadawać się do tego celu. Nie nałożysz na drzewa obowiązku noszenia odblasku, ale można sobie poradzić inaczej.

Znacznie dalej idącą i godną pochwały troską w tym względzie wykazał się zarządca ulicy Marymonckiej. Choć tablice U-9a/b służą do oznaczania obiektów w skrajni1, czemu nie pójść dalej i nie wyjść poza skrajnię? Dzięki takiemu zastosowaniu podnosi się estetyka i maleje ryzyko, że niedowidzący kierujący przywali autem w publiczną własność i wyrządzi szkody, nawet jeśli nie prowadzi škody.

Wielkie brawa dla ZDM za skwapliwe przywrócenie tablic po wymianie latarń. Chapeau bas! Może czas udekorować w ten deseń wszystko, co wystaje z ziemi? Dosyć przerzucania odpowiedzialności na niepełnosprawnych zmysłowo kierowców.

Słuszne intencje miał ktoś, kto na ul. Ogólnej (droga najniższej kategorii i ślepa) w trosce o niedowidzących kierujących umieścił znak A-2 „niebezpieczny zakręt w lewo”. Wprawdzie stosuje się go poza miastami na drogach z częstymi wypadkami lub kolizjami, a w miastach gdy droga nie jest ulicą i ma dopuszczalną prędkość powyżej 60 km/h, ale przecież nie można przez taką drobiazgowość narażać niedowidzących kierowców na ryzyko niezauważenia zakrętu i pojechania prosto. Zwłaszcza, że wielu z nich jadąc na tym odcinku może mieć pilny telefon do odebrania lub konieczność napisania sms'a, więc zwrócenie uwagi na przebieg drogi, której nie mogą obserwować, jest całkowicie uzasadnione.

Ale niestety, na intencjach się skończyło, bo znak ostatecznie zdjęto. Tym niemniej miło jest powspominać i pomyśleć o drogowcach, którzy niedowidzących kierowców nie dyskryminują, lecz traktują jak pełnoprawnych uczestników ruchu i zabiegają o ich prawa.

A to przykład z innej dzielnicy, gdzie organ zatwierdzający oznakowanie wykazał się nie tylko przezorną życzliwością dbając o redundancję (zwielokrotnienie) przekazu, ale też taktownie wziął pod uwagę, że do jednych lepiej trafia zakaz, a do innych nakaz.

Dlaczego oślepliśmy, Nie mam pojęcia, być może kiedyś się dowiemy, Chcesz wiedzieć, co ja o tym myślę, Oczywiście, Uważam, że my nie oślepliśmy, lecz jesteśmy ślepi, Jesteśmy ślepcami, którzy widzą, Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą.
José Saramago ,,Miasto ślepców''

Duży plus należy się praktycznie wszystkim zarządcom stołecznych dróg za życzliwe przypominanie niedowidzącym kierującym, że w Warszawie żyją piesi, którzy jeszcze nie nabyli umiejętności latania i czasami zdarza im się przechodzić przez jezdnię. Miejsca do tego przeznaczone występują wprawdzie dość licznie, towarzyszą im pasy na jezdni i znaki pionowe, ale czy to wyklucza dodatkowy ukłon w stronę niedowidzących kierujących w postaci ruchomego humanoidalnego znaku albo...

...odblaskowej obwódki wokół niego? Choć ten ostatni zabieg dopuszcza się w miejscach szczególnie niebezpiecznych bądź o dużej wypadkowości i przestrzega się przed jego powszechnym stosowaniem deprecjonującym to wyróżnienie, czego się nie robi dla niedowidzących kierowców! W Warszawie aż roi się od tych fosforyzujących obwódek. Czy to znaczy, że wszędzie czyha szczególne niebezpieczeństwo? Nie bądźmy małostkowi!

Nie każdy przecież wie, że przecinająca plac Politechniki ul. Nowowiejska to miejsce ciągłych wędrówek rozkojarzonych studentów bez kamizelek odblaskowych między przystankami, gmachem głównym i licznymi wydziałami krótkowzrocznie (by nie powiedzieć – na złość kierowcom) rozlokowanymi po obu stronach ulicy. Niedowidzącym kierującym należy się wyrozumiałość i pomoc w tym niesprzyjającym i pełnym wyzwań otoczeniu. Należy się infrastruktura wybaczająca nie tylko błędy, ale i wady wzroku. Godne przypomnienie o obecności pieszych w samym środku miasta to minimum minimorum.

Do zobaczenia za Odrą

Zaczęliśmy od Europy Zachodniej i do niej na koniec wrócimy, gdyż problem niewidomych kierowców zauważono także w Niemczech. Jak donosi tamtejszy portal Der Postillon, do końca przyszłego roku wszystkie znaki drogowe zostaną uzupełnione zapisem brajlowskim dla osób niedowidzących. Jako przykład Der Postillon podaje odpowiednik polskiego znaku A-7 – na zdjęciu obok – i zauważa pewien mankament. Ponieważ nazwy znaków będą podane w niemieckim alfabecie Braille'a, niewiele pomogą niewidomym kierowcom z Polski nieznającym tego języka. Wszystko więc wskazuje na to, że tak jak dotychczas przekraczając Odrę polski kierowca będzie musiał odzyskać wzrok. W kontaktach z niemiecką policją tłumaczenia typu „nie widziałem rowerzysty” czy „zagapiłem się” nic mu nie pomogą.

Któregoś dnia w centrum miasta oślepł kierowca autobusu, powodując wypadek, lecz choć było wielu zabitych i rannych, nikt się tym specjalnie nie przejął. (...) Traf chciał, że dwa dni później to właśnie hamulce stały się przyczyną kolejnego wypadku (...) i tym razem nikt już nie miał wątpliwości, że kierowca oślepł. Na nic zdały się publiczne oświadczenia, wkrótce ludzie przestali korzystać z autobusów, twierdząc, że wolą stracić wzrok, niż umrzeć przez kogoś, kto go stracił wcześniej. (...) Od tej pory na ulicach nie słychać było warkotu silników, zniknęły samochody, wolne i szybkie, duże i małe. Dawniej ludzie skarżyli się na korki i nieprzejezdne ulice, piesi wpadali na zatrzymujące się nagle lub ruszające bez ostrzeżenia samochody, które przecinały im drogę, kierowcy robili sto okrążeń wokół domu, nim znaleźli miejsce do zaparkowania, a mimo to nikt nie chciał z samochodu zrezygnować. Teraz wszyscy zmotoryzowani porzucili swoje maszyny, gdyż nie mieli odwagi narażać własnego życia, dołączali do grona pieszych i narzekali na utrudnienia w komunikacji. Miasto pękało w szwach od porzuconych samochodów, ciężarówek, motocykli, a nawet z pozoru niekłopotliwych rowerów.
José Saramago ,,Miasto ślepców''

C.d.n.

Że o kierujących niewidzących można pisać długo i namiętnie, to już udowodniliśmy tym przydługim artykułem. I na nim nie poprzestaniemy. W następnej części wybierzemy się nie byle gdzie, bo za ocean. Zobaczymy, czego tam się nie widzi i na co się trzeba oglądać [zobacz >>>].

[1] W przypadku ulicy Marymonckiej – drogi klasy niższej niż GP z jezdnią ograniczoną krawężnikami – skrajnia pozioma obejmuje pas 50 cm od krawężnika. Określa to p. 3.2. załącznika nr 1 do rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z 2 marca 1999 r. Słupy oznaczone tablicami stoją w odległości 3,5 metra od jezdni czyli 3 metry poza skrajnią (600% maksymalnej odległości, w której takie oznaczenie obiektu miałoby podstawy prawne).