Od ponad dekady instytucje odpowiedzialne za stołeczne rezerwaty obsadzają rowerzystów w roli czarnych charakterów odpowiedzialnych za dewastację Lasu Bielańskiego [zobacz >>>]. Niewłaściwe zachowania wąskiej grupy użytkowników rowerów powinny skłaniać władze do selektywnego przeciwdziałania im, a nie do uogólniania i piętnowania każdego jadącego rowerem przez Las. Nic nam nie wiadomo, aby właściwe służby złapały w Lesie Bielańskim i ukarały choć jednego wandala na rowerze. Łatwiej zastosować odpowiedzialność zbiorową, zrzucać winę na każdego rowerzystę i dokręcać śrubę zakazów. Jednak czy zanim zacznie się piętnować grzechy innych, nie należałoby pozbyć się własnych? Do tego jednak Lasy Miejskie Warszawa i RDOŚ wciąż nie są skłonne, o czym świadczą ostatnie działania zaobserwowane przez naszego czytelnika.

List do redakcji ZM

Szanowni państwo
Rozumiem doskonale konieczność wymiany zużytych elementów infrastruktury, ale czy Lasy Miejskie naprawdę nie mają żadnej kontroli nad swoimi wykonawcami?

Tak oto odbywa się wymiana barierek przy duktach pieszo-rowerowych (i przy okazji zmiana oznakowania szlaków pieszych).

Przecież po pierwszym deszczu tam będzie bagno! Kilkadziesiąt metrów dalej stał drugi, nieco mniejszy samochód, za to z włączonym silnikiem.

Do LMW nawet już nie piszę, bo kiedy koresponduje z nimi zwykły obywatel, uprawiają tylko zaawansowaną spychologię urzędniczą i jedynym efektem jest moja jałowa frustracja. Może Stowarzyszenie poruszy temat na swojej stronie? 

Załączam zdjęcia z 29 października. 

Piotr Lubczyński

Zobacz też

Dlaczego RDOŚ powinien zacząć od siebie. zanim zacznie piętnować bywalców Lasu [zobacz >>>] [zobacz >>>]

Jak Lasy Miejskie – Warszawa ignorują postulaty lepszej ochrony Lasu [zobacz >>>] [zobacz >>>]

Koparki i spychacze w rezerwacie nie szkodzą tak jak rowery [zobacz >>>]

Co zabrano pieszym, by nie zabierać samochodom [zobacz >>>]