Warszawskie standardy dla systemu rowerowego klasyfikują drogi rowerowe ze względu na spełnianą funkcję. Do obsługi ruchu międzydzielnicowego i ważniejszych powiązań w skali miasta przewidują drogi główne o wyższych parametrach, w tym prędkości projektowej nie mniejszej niż 30 km/h. To tylko teoria, o którą nikt nie dba. Jak wygląda praktyka? Pokazuje przykład ul. Marymonckiej.

Rowerzyści doświadczają na tej ulicy od lat wielu utrudnień i zagrożeń. Chwilowo jednak ograniczymy się do odcinka Twardowska – Dewajtis, gdzie zamiast koniecznej drogi rowerowej do dyspozycji mają tylko substandardowy ciąg współdzielony z pieszymi. Konieczność uważania na pieszych i ustępowania im to nie jedyny mankament i zagrożenie.

Patologie znane od lat

Na ciągu pieszo-rowerowym regularnie odbywają się zajęcia WF na nartorolkach. Dzieci jeżdżą obok siebie, zamiast gęsiego, a grupując się zajmują nawet cały cpr. Gdyby do analogicznej sytuacji doszło na jezdni, nauczyciel otrzymałby zapewne nie tylko mandat, ale i wymówienie z pracy. Ale na jednej z głównych tras rowerowych stolicy zajęcia zagrażające wszystkim uczestnikom ruchu nie budzą zastrzeżeń.

Prowadzący nauczyciel wf (po zwróceniu uwagi na niebezpieczeństwo zarówno dla dzieci, jak i dla rowerzystów) twierdzi nawet, że to miejsce treningów wskazała mu straż miejska. A co na to Pełnomocnik? Pewnie nie ma zdania. Wśród statystycznych setek kilometrów dróg rowerowych wspomniany odcinek ma już swój udział, po co więc zawracać sobie głowę problemami, których doświadczają tam cykliści?

Zdarza się wykorzystywanie ciągu pieszo-rowerowego do handlu w najbardziej uczęszczanym przez pieszych miejscu. Skutkuje to nawet całkowitą nieprzejezdnością dla rowerów. A co na to Pełnomocnik? Pewnie nie ma zdania. Przecież w statystykach Marymoncka prezentuje się bardzo okazale.

Zmiany nie będzie, bo nie było takich zmian

W grudniu 2017 r. wystąpiłem do ZDM m.in. o przekwalifikowanie ciągu pieszo-rowerowego na całym odcinku AWF – Dewajtis na drogę rowerową (oznakowanie C-13) motywując to powyższymi względami. Obecnie istniejący ciąg (C-16/13) nie przystaje do wysokiej kategorii głównej trasy rowerowej i sprzyja patologiom nieakceptowalnym z punktu widzenia ruchu rowerowego. Ewentualna kolizja stawia rowerzystę na straconej pozycji. Bo na Marymonckiej, jak i w całym mieście, najważniejsza jest motoryzacyjna przepustowość i parkowanie. Świadczą o tym cztery pasy ruchu, pasy do skrętu, zatoki autobusowe, obustronne parkowanie. Pieszych i rowerzystów zaś na newralgicznym odcinku stłoczono na trzech metrach.

Pół roku później otrzymałem odpowiedź odmowną. W odniesieniu do propozycji przemianowania drogi dla rowerów i pieszych na drogę wyłącznie dla rowerów informujemy, że w m.st. Warszawie nie praktykuje się takich zmian. W przypadku takiej zmiany konieczne byłoby dobudowanie chodnika wzdłuż całej drogi dla rowerów, na co Zarząd Dróg Miejskich w tym momencie nie może sobie pozwolić z uwagi na ograniczone środki finansowe. Argumentacja w stylu ,,Nie wykonamy takiej zmiany, bo nie praktykuje się takich zmian'' weszła już do kanonu Pełnomocnika [zobacz >>>].

Aby stwierdzić niezasadność i niezgodność z prawdą stanowiska ZDM, wystarczy obejrzeć kontynuację zagospodarowania ul. Marymonckiej na dalszym północnym odcinku. Biegnie tam tylko droga dla rowerów. Niekiedy spotyka się na niej pieszych, co jest prawnie legalne przy braku chodnika.

Gdyby fakt, że w m.st. Warszawie nie praktykuje się takich czy innych zmian, miał decydować w każdym przypadku, nie mielibyśmy ani pasów rowerowych, ani kontratuchu. Wszak każdą z tych dobrych praktyk urzędnicy latami uznawali za nielegalne, niemożliwe i nierealne. Nie szukając daleko można przypomnieć, jak rzecznik prasowy ZDM stosując podobną logikę twierdził, że Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć. Bo przecież w m.st. Warszawie nie praktykuje się roweru jako środka transportu.

Przyzwolenie na szkodliwe łączenie ruchu rowerów i pieszych nie przeszkadza ZDM w prowadzeniu od ponad dwóch lat kampanii Rower to pojazd, której nie trzeba by w ogóle podejmować, gdyby wyznaczano ciągi rowerowe sensownie, kosztem jezdni, a nie doklejano je do chodników [zobacz >>>]. Odważna redystrybucja przestrzeni ulicznej to jednak wciąż zbyt duże wyzwanie dla stołecznych decydentów. Zamiłowanie do popełniania błędów, które po paru latach można naprawić i przekuć w sukces, jest wciąż tak duże, że przesłania nawet elementarną zasadę primum non nocere.

Nowa świeża patologia

Jakby wspomnianych utrudnień było za mało, dwa tygodnie temu urząd miasta postanowił zafundować rowerzystom kolejne.

Przekrój ledwo wystarczający dla intensywnego ruchu pieszych i rowerzystów zawężono ławkami.

Nawet, jak na złość, na odcinku zwężającym się o prawie metr, gdzie ze względu na zakręt szerokość powinna być... zwiększona. Po zmroku, przy słabej widoczności najechanie jakiegoś cyklisty na taką niespodziewaną i nieoznakowaną przeszkodę jest tylko kwestią czasu. Czy bliskość szpitala usprawiedliwia taką beztroskę?

Nietrudno zgadnąć, że ubytek szerokości spowodowany bezmyślnym dostawieniem ławek nie ogranicza się do ich nominalnej głębokości. Tutaj widać, że zwężenie może sięgać 50%.

Oczywiście bez uwzględnienia idących pieszych. Na domiar złego na ławkę można nadziać się po obu stronach.

Co na to Pełnomocnik?

Jak mogło dojść do tak szkodliwego i niebezpiecznego posunięcia w mieście, w którym od lat urzędnik w randze pełnomocnika prezydenta koordynuje działania dotyczące transportu rowerowego? Była to jedna z pierwszych myśli, które zaświtały mi na widok tych pułapek bezmyślnie zastawionych na rowerzystów. Zwróciłem się więc do Pełnomocnika i dyrektora ZDM z wnioskiem o udostępnienie jego opinii w tej kwestii. Można by sądzić, że skomputeryzowany i sprawnie działający urząd załatwia tak trywialny wniosek od ręki.

2 tygodnie po jego wysłaniu otrzymałem zawiadomienie, że na odpowiedź poczekam... nawet i 2 miesiące. Tyle czasu potrzebuje Pełnomocnik prezydenta stolicy Polski i dyrektor ZDM aby sprawdzić, czy wydał opinię w sprawie lokalizacji ławek na jednej z głównych tras rowerowych.

Warto przypomnieć, że Pełnomocnik rowerowy pojawił się w strukturach ratusza już 15 lat temu [zobacz >>>], a obecny od 6 lat posiada uprawnienia nadzoru i koordynacji wszelkich działań związanych z warunkami ruchu rowerowego [zobacz >>>]. Ich systematyczną poprawę od 11 lat nakazuje zarządzenie z 2010 roku [zobacz >>>]. Jak Pełnomocnik może się wywiązywać z tych zadań, skoro sprawdzenie najprostszej sprawy zajmuje mu dwa miesiące?

Względność czasu i prawda ekranu

Zarząd Dróg Miejskich ma świadomość, że dla wniosku o dostęp do informacji publicznej ustawowy termin wynosi 14 dni. Jako uzasadnienie prawie czterokrotnego odroczenia tego terminu podał konieczność pozyskania dokumentów i scalenia informacji z różnych komórek organizacyjnych, a także na trwający stan epidemiczny, który w sposób znaczący ogranicza zasoby kadrowe. Czy proste uzyskanie kopii opinii albo stwierdzenie jej braku w dobrze zorganizowanym i zinformatyzowanym urzędzie rzeczywiście powinno wymagać pozyskiwania i scalenia informacji z różnych komórek? Co tu jest do scalania? Nie wystarczy sięgnąć do ewidencji pism?

Stan epidemiczny i ograniczenia kadrowe sprawiają, że wydobycie pojedynczego dokumentu z zasobów ZDM może trwać dwa miesiące. Dziwnym trafem nie da się dostrzec wpływu tych czynników na aktywność ZDM i Pełnomocnika w internecie. Prawie codziennie czytamy tam nowy propagandowy anons i nic nie zakłóca bieżącej interakcji z czytelnikami, w której przekonuje się nas, jak bardzo władze miasta troszczą się o rowerzystów.

PS

Niedobór ławek w Warszawie widać na każdym kroku [zobacz >>>], choć nie zza kierownicy samochodu, czym można tłumaczyć, dlaczego taki niedobór powstał. Uzupełnianie go, choć słuszne i zbawienne, nie może jednak zwalniać od myślenia i całościowego spojrzenia na różnorodne funkcje przestrzeni publicznej.

Zobacz też

Ile tygodni Gabinet Prezydenta W-wy potrzebował na ustalenie, że... nie prowadzi rejestru spotkań  Rafała Trzaskowskiego, a tym samym nic nie wie o spotkaniach prezydenta z jego pełnomocnikiem [zobacz >>>].

Wcześniejsze zaniedbania na Marymonckiej, które mogłyby zobowiązywać do unikania kolejnych [zobacz >>>].

Do czego warszawski ratusz potrzebuje standardów rowerowych [zobacz >>>].

Urzędnicza etyka na miarę pełnomocnika [zobacz >>>]