Zarządzeniem nr 1078/2007 Prezydenta Warszawy z 18 grudnia 2007r. Zastępca Prezydenta Jacek Wojciechowicz uchylił zarządzenie w sprawie powołania Pełnomocnika Prezydenta m. st. Warszawy ds. Rozwoju Transportu Rowerowego (wydane przez Kazimierza Marcinkiewicza [zobacz >>>] podczas kampanii 2006 [zobacz >>>] [zobacz >>>]). Uchylone zarządzenie dotyczyło konkretnej osoby, a zarazem określało funkcje Pełnomocnika.

Skutkiem odwołania pana Stanisława Plewaki nie był więc vacat na stanowisku, lecz zupełna likwidacja tego ostatniego. Nikogo innego w tej roli później nie obsadzono, więc doszło do niemałego paradoksu – oto rządzące ugrupowanie, które w programie Platforma dla Warszawy obiecało powołać w Ratuszu Pełnomocnika Prezydenta do spraw rowerowych [zobacz >>>], jawnie zaprzeczyło własnym zapowiedziom.

Ten wstęp dla wielu osób nie będzie niczym nowym – wszak sprawa odbiła się swego czasu głośnym echem [zobacz >>>]. Dlaczego? Instytucja oficera rowerowego funkcjonuje z dobrym skutkiem w bardzo wielu miastach UE, a nawet uznaje się ją za konieczny element. W znanej publikacji UE Miasta rowerowe miastami przyszłości czytamy: Od strony organizacyjnej, powołanie zespołu pełnomocników ds. rowerowych jest warunkiem sine qua non rozwoju realistycznej i skutecznej polityki rowerowej. [zobacz >>>]

Doświadczenia Warszawy w pełni to potwierdzają. Stanisław Plewako działał dość krótko i w osamotnieniu ,,orał na ugorze''. A mimo to dało się odczuć, że jego obecność wprowadza w procesie inwestycyjnym dot. infrastruktury rowerowej nową jakość i zmienia na plus podejście uczestników tego procesu [zobacz >>>]. Widać to szczególnie dobrze na tle zapaści z okresu dekady-żenady [zobacz >>>], jak i obecnych niedociągnięć, np. stosowania kostki bauma mimo jej zakazania półtora roku wcześniej i skandalicznych zaniechań w wydawaniu dostępnych środków budżetowych [zobacz >>>]. Nie dochodziłoby do takich patologii, gdyby ktoś zdecydowany i odpowiednio umocowany czuwał nad tymi sprawami.

Dlaczego więc PO zamiast korzystać z dobrego i otrzymanego za darmo rozwiązania postanowiła się go pozbyć? Odpowiedzi na to pytanie szukało wiele osób (ostatnia próba [zobacz >>>]). Jedna z teorii głosi, że pan Plewako tak poważnie wczuł się w swoją rolę, że stał się niewygodny dla starej drogowej kadry. Musiał polec niczym Don Kichot w starciu z wiatrakami o mocnych plecach. Inna - że nominat Marcinkiewicza był niepoprawny politycznie, co jednak znamionuje krótkowzroczność i brak głębszego rozeznania w dualizmach politycznych. Przecież Marcinkiewicz dowiódł, że ma wrodzoną i ponadczasową poprawność polityczną. Ktoś spekulował, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza tematykę rowerową prowadzić odtąd osobiście (bez zbędnych pośredników) i przez resztę kadencji nie opuścić żadnej Masy Krytycznej. Niestety, stało się inaczej. Jak podała prasa, pani prezydent w ostatnie piątki wieczorem na ogół udaje się do dentysty lub do teatru.

Z kolei z ust bliskich współpracowników pani prezydent usłyszeliśmy, że Urząd Miasta odchodzi od formuły pełnomocników prezydenta. Poziom ufności w to wytłumaczenie szybko spadł w okolice zera, skoro od czasu wypowiedzenia go nie tylko żadne z tego rodzaju stanowisk nie przestało funkcjonować, ale nawet... powołano kolejnego pełnomocnika! I tu zbliżamy się do rozwiązania zagadki!

Już dwa miesiące po odwołaniu p. Plewaki Hanna Gronkiewicz-Waltz Zarządzeniem nr 1338/2008 z dnia 21 lutego 2008 r. powołała pana Jarosława Maćkowiaka na... Pełnomocnika Prezydenta m.st. Warszawy do spraw... Etyki (przez duże ,,E"!). Po chwili zastanowienia każdy zauważy, że to się musiało tak skończyć. Rosnąca liczba pełnomocników na pewno zwróciłaby uwagę Jacka Kurskiego i Pawła Piskorskiego i ściągnęłaby na panią Hannę zarzut, że jest figurantką i utrzymuje za publiczne pieniądze chmarę pełnomocników od wszystkiego, którzy odwalają za nią robotę. Stojąc przed wyborem: Plewako albo Etyka - Hanna Gronkiewicz-Waltz nie mogła nie dojść do wniosku, że Plewako, choć nie jest Balcerowiczem, musi odejść. Pan Stanisław, potomek szlachetnego rodu ma swój honor i szacunek dla dam. Poczuwszy się odwołany - nie dyskutował i złożył wymówienie.

Czym było skreślenie ze struktur Ratusza Pełnomocnika Prezydenta ds. Rozwoju Transportu Rowerowego jeśli nie okłamaniem wyborców, którym obiecano powołanie dokładnie takiego pełnomocnika? Wyborcy nie mogą się doczekać również wielu innych zapowiedzi [zobacz >>>] – jak choćby kontrapasów na jezdni czy reaktywacji Warszawskiego Okrągłego Stołu Transportowego przy którym powstawać będą pomysły na uczynienie Warszawy miastem coraz bardziej przyjaznym rowerzystom.

Skonstatowawszy, jak bardzo jego działania rozmijają się z wyborczą wizją, Ratusz musiał poczuć dysonans poznawczy i moralnego kaca. A ponieważ tej ekipie nieobce są wartości, zasady, dekalog i chęć samodoskonalenia, więc zmiarkowawszy groźbę zbłądzenia czynami z drogi wcześniej obranej słowami, postanowiła poddać się moralnej kuracji i profilaktyce zarazem. Postawiła na Pełnomocnika - Etyka, mimo że nie musiała, bo go nie obiecywała. Każdy urzędnik, który zbłądzi, może teraz szybko udać się do niego jak do Canossy i nawrócić na właściwą drogę.

I słuszną linię ma nasza władza. Bo pełnomocnicy prezydenta m. st. Warszawy, od rowerów, od Wisły, od organizacji społecznych – dali się poznać od najlepszej strony i pokazali, że warto ich powoływać, a nie odwoływać. A prezydenci? To już niech wyborcy sami ocenią.