Burmistrz Bielan zamierza zlikwidować drogę dla rowerów w ciągu ul. Podczaszyńskiego i Perzyńskiego. W jego piśmie z 3 lipca 2012 r. do Biura Drogownictwa i Komunikacji czytamy: „nie jest możliwa kontynuacja modernizacji ścieżki rowerowej w ciągu ulic: Podczaszyńskiego, Perzyńskiego, Rudnickiego. Dzielnica Bielany zamierza przystosować istniejącą na tej trasie nawierzchnie do ciągu pieszego.” ([Skan kopii pisma PDF, 68 kB]) Z czego wynika ten zamiar?

Jest czas budowania i czas użytkowania

W wielu miejscach spotyka się gotową nową drogę rowerową pozbawioną oznakowania, czasem przez długi czas, a nawet zastawioną przed wjeżdżaniem. Pionowe znaki zakryte czarną folią to dość częsty widok na etapie przejściowym.

Nieco rzadszą ale też stosowaną dla dróg rowerowych praktyką jest unieważnianie oznakowania poziomego żółtymi przekreśleniami. Sygnalizuje się w ten sposób, że trasa nie została oficjalnie dopuszczona do ruchu, nie ma wszystkich niezbędnych pozwoleń, więc inwestor nie ponosi odpowiedzialności za skutki korzystania z niej.

Formalnie rzecz biorąc cały ciąg rowerowy od Marymonckiej do Broniewskiego również nie powinien mieć oznakowania, gdyż od chwili odebrania robót od wykonawcy dwanaście lat temu urzędowi dzielnicy Bielany nie udało się uzyskać pozwolenia na użytkowanie drogi rowerowej. Zarząd Dróg Miejskich nie poczuwa się do odpowiedzialności za tę ścieżkę, gdyż inwestor mu jej nie przekazał. Kto więc odpowiadałby prawnie w przypadku szkody spowodowanej jej stanem? Nie przeszkadza to jednak ani władzom dzielnicy, ani miasta prezentować tej trasy na mapach papierowych i elektronicznych i oczywiście podbudowywać nią ulubione statystyki.

Podstawowym warunkiem uzyskania wspomnianego pozwolenia jest oczywiście zgodność wykonanego obiektu z projektem, której w omawianym przypadku nie osiągnięto. Na przeszkodzie w uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie stoją także wady wykonania i niezgodności drogi rowerowej z prawem (potwierdzone przez Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego).

Obok jeden z przykładów niezgodności z projektem – brakujący przejazd przez wschodnie ramię (ul. Podczaszyńskiego) skrzyżowania z Kasprowicza. Identyczny brak występuje przy ul. Kochanowskiego. Daje to dobrą ilustrację nastawienia bielańskich urzędników do prawa i nadzoru nad inwestycjami.

W końcu marca minie 10 rocznica publikacji obszernego materiału z opisem skali zaniechań i zagrożeń na tej trasie [zobacz >>>]. Przez ten czas o problemie zdążyły napisać Gazeta Stołeczna, Życie Warszawy i Echo Bielan.

Później zaszły tam pewne zmiany. Uruchamiano np. kolejne sygnalizacje świetlne (średnio co dwa lata), choć z drugiej strony nasuwa się pytanie, komu te sygnalizacje mają służyć, skoro ruch rowerów na opisanej trasie z formalnego punktu widzenia nie ma prawa się odbywać.

Inne cechy jak nienormatywna stromość, poważne braki widoczności stwarzające zagrożenie czy koszmarne uskoki mają się świetnie od dwunastu lat. Odpowiedzialny za to godne wpisu do księgi Guinnessa przedsięwzięcie poddał się i napisał wprost, że nie zamierza już kontynuować modernizacji. Trudno jednak nie zapytać, czy to deklaracja godna poważnego traktowania, czy kolejna z wielu nic nieznaczących wymówek na „odczep się”.

Droga rowerowa przy ul. Podczaszyńskiego, Perzyńskiego i Rudnickiego została wykonana tak fatalnie, że większość rowerzystów pożegna ją bez żalu, a piesi pozbawieni chodników na ul. Podczaszyńskiego z zadowoleniem przyjęliby zmianę jej przeznaczenia. Jeśli urzędnicy z bielańskiego WOŚ przez 12 lat nie zdołali rozwiązać stworzonych przez siebie problemów, najwyższy czas, by rozwiązał je inny organ w sposób tani, skuteczny i możliwy do szybkiego wdrożenia – w postaci jednokierunkowych pasów rowerowych wytyczonych po obu stronach ulicy (w miarę potrzeby przy jednoczesnym ograniczeniu parkowania na jezdni lub poboczu).

Liczba cyklistów na stołecznych ulicach lawinowo rośnie. Rosną też ich wymagania i umiejętności. Coraz więcej osób przekonuje się do jezdni i krytycznie ocenia wydzielone ścieżki rowerowe – pełne uskoków, ostrych zakrętów, sprzyjające konfliktom zarówno z kierowcami jak i z pieszymi. Omawiany przykład kwalifikuje się do pilnego wprowadzenia pasów rowerowych. Zachęcamy do wysyłania takiego wniosku do pani prezydent Warszawy.

Jeśli chcą, to potrafią

Chodnik przy ul. Dewajtis wybudowano w ciągu miesiąca. Od zezwolenia GDOŚ do zakończenia prac upłynął niecały rok, mimo że po drodze trzeba było uzyskać trzy kolejne decyzje administracyjne, a potem rozpisać przetarg. Widać – jak bielańska władza chce, to potrafi działać bardzo sprawnie, musi jednak mieć odpowiednio silną polityczną motywację. W przypadku wspomnianej drogi dla rowerów motywacji nie było, a była wręcz motywacja negatywna [zobacz >>>], toteż mimo upływu trzynastu lat od zawarcia umowy na jej wykonanie, do dzisiaj nie została formalnie zakończona.

Warto też wspomnieć o aspekcie bezpieczeństwa. Burmistrz i urzędnicy odmieniali to słowo przez wszystkie przypadki jako argument za koniecznością budowy chodnika przy ul. Dewajtis. Ten sam urząd nie widzi potrzeby zadbania o bezpieczeństwo rowerzystów wystawiane na szwank przez 12 lat. Bezczynność tłumaczy brakiem pieniędzy, ale na chodnik przy ul. Dewajtis pieniądze się znalazły i to niemałe, a przy tym wydane z naruszeniem prawa [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>].

Historia bubla stulecia

Nieczęsto się zdarza inwestycja prowadzona z tak wielką dozą niekompetencji, marnotrawstwa i lekceważenia prawa. Zainteresowani bliżej szczegółami tej patologii mogą sięgnąć do innych artykułów.

Dwie sprzeczne decyzje o ulicy Rudnickiego [zobacz >>>]

Jak dostosowywano publiczne projekty do prywatnych wymagań WSM [zobacz >>>]

Parkingi przy ul. Rudnickiego przez pięć lat funkcjonowały nielegalnie [zobacz >>>]

Stan w marcu 2005 r. [zobacz >>>]

Próby rozwiązania [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]