9 października około 2 tys. osób towarzyszyło dr. Markowi Edelmanowi w ostatniej drodze na Cmentarz Żydowski przy Okopowej. Relacji z pogrzebu w mediach nie brakuje. Celem tego materiału nie jest dostarczanie kolejnej lecz zwrócenie uwagi, jak licznie na tej uroczystości pojawiły się... rowery. Nie tracąc z oczu celu zgromadzenia wokół pomnika Bohaterów Getta na Muranowie można było przy okazji zastanowić się nad zupełnie pobocznym i przyziemnym, ale jednak ważnym tematem, co czynię poniżej.

Zdjęcia

A wstępem niech będzie garść zdjęć wykonanych podczas pierwszej części ceremonii. Są dość monotematyczne, ale zamieszczam prawie wszystkie by wymowna liczba przemówiła sama za siebie.

Żaden z prawie dwudziestu napotkanych rowerów nie utrudniał ruchu. Nie da się tego powiedzieć o zaparkowanych w okolicy samochodach. Na przykład tym - nieprzepisowo blokującym przystanek autobusowy.

Co z tego wynika?

Dlaczego o tym piszę? Powyższe obserwacje z pogrzebu Marka Edelmana zasługują na odnotowanie i upowszechnienie co najmniej z trzech powodów.

Po pierwsze -- jeśli około 1% osób wybrało jako sposób dojazdu na ten pogrzeb rower, świadczy to o znaczącym wzroście jego udziału w podróżach po mieście, mimo że warunki ku temu są nadal tragiczne! Do ilu procent mógłby wzrosnąć rowerowy udział w modal split, gdyby miasto wzięło się na poważnie za realizację celów znanych z papierowych deklaracji?

Władze Warszawy powinny dostrzec ten fakt i zintensyfikować starania na rzecz zapewnienia rosnącej lawinowo rzeszy chętnych do przemieszczania się po mieście rowerem odpowiedniej (bezpiecznej i użytecznej) infrastruktury. Mam nadzieję, że obecny na (i obok) uroczystości rzecznik Ratusza dostrzegł to, co przedstawiamy na zdjęciach. Pani prezydent mogła nie dostrzec, bo przyjechała limuzyną...

Po drugie -- nie ulega wątpliwości, że właściciele widocznych wyżej rowerów nie wsiedli na nie dla zabawy czy rozrywki, lecz zwyczajnie skorzystali z preferowanego przez siebie środka transportu. Środka służącego -- jak wiele innych -- przede wszystkim do przemieszczania się, mimo że w zdominowanej stereotypami świadomości dużej części naszego społeczeństwa wciąż postrzeganego jako zabawka czy rekreacyjny dodatek niegodny poważnego traktowania. A przecież samochód również dostarcza rozrywki, a także (podobno) prestiżu. Wiele osób kupuje wraz z nim nadzieję na odpowiednie ukształtowanie opinii innych o swym statusie materialnym. Czy przejawów infantylizmu nie należałoby szukać raczej w takim zachowaniu?

Nie ma niczego dziwnego i niestosownego w przyjechaniu rowerem na smutną uroczystość odprowadzenia do grobu doczesnych szczątków człowieka, szarego jak większość z nas, czy wielkiego jak dowódca powstania w getcie.

Dlaczego więc dyrekcja stołecznych cmentarzy komunalnych uważa rower za niegodny wpuszczenia na Cmentarz Północny [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>], mimo jego szerokich alej, rozległego obszaru i znacznych odległości? Kiedy wreszcie porzuci ten szkodliwy społecznie i dyskryminujący, a przy tym pozbawiony prawnych podstaw zabobon?

I wreszcie po trzecie -- niemały wstyd stolicy Polski przynoszą obiekty, które rowerzyści są zmuszeni wykorzystywać jako stojaki rowerowe z powodu braku tych ostatnich. To też powinno skłonić odpowiednie instytucje do działania. W tym względzie rysują się pewne szanse zmian na lepsze [zobacz >>>].

Kiedyś doczekamy czasów, gdy rowery spowszednieją i spowszechnieją na tyle, że nie będą nikogo dziwić ani w kondukcie pogrzebowym, ani w orszaku weselnym, ani w przemieszczaniu się w dowolnym celu, czasie i przebraniu. Przemiana ta wymaga jednak przebijania balonów mitów i stereotypów (do czego trafnie porównał Aleksander Smolar wpływ zmarłego Marka Edelmana na otoczenie). Przebijajmy więc wspólnie wysokoprężne balony antyrowerowych mitów i uprzedzeń. Do czego może i ta moja skromna cegiełka choć trochę się przyczyni...