Z wielkim smutkiem żegnamy naszego współpracownika i przyjaciela Tomasza Rolińskiego, bezgranicznie oddanego swojemu miastu i bezpieczeństwu jego mieszkańców.

Poznaliśmy się dzięki artykułowi w gazecie o "Panu Tomaszu, postrachu wszystkich urzędników". Zaproszony na spotkanie środowe przedstawił multimedialną prezentację kilku rodzajów nagminnego łamania prawa na warszawskich ulicach, które uparcie tępił w wolnym czasie, chcąc by po Warszawie każdy mógł się poruszać bezpiecznie i wygodnie.

Od tego czasu zaczęliśmy współpracować, wymieniając się doświadczeniami, podsuwając sobie tematy do przemyśleń i interwencji oraz usilnie szkoląc urzędników. [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

Zresztą Tomasz nie ograniczał się do urzędników. Będąc akustykiem, społecznie pomagał tramwajarzom ograniczać źródła hałasu w ich pojazdach, zarówno w Tramwajach Warszawskich, jak i u producentów. Będąc wielkim społecznikiem, pomagał szkołom wywalczyć rozwiązania bezpieczne dla uczniów [zobacz >>>], drogowcom nauczyć się, jak zmniejszyć ryzyko wypadku na przejściu [zobacz >>>], jak też przyswoić sobie wiele innych przepisów [zobacz >>>] [zobacz >>>], a mieszkańcom okolic niebezpiecznych dróg zorganizować się i przyciągnąć media [zobacz >>>]. Nawiasem mówiąc, wielu tragicznych wypadków dałoby się uniknąć, gdyby realizowano postulaty z jego pism, zamiast zmuszać do długiej korespondencji. Nie dawał jednak za wygraną... i wygrywał. Ba, wywalczył nawet odśnieżenie niektórych ścieżek rowerowych, co ZOM nadal oficjalnie uważa za niewykonalne. [zobacz >>>]

Odejście Tomasza jest wielką stratą dla Warszawy. Zresztą nie tylko dla niej. Jeździł dużo po Polsce i po świecie. W pierwszym przypadku, nie zostawiał żadnego miejsca bez przydatnych porad i wskazówek, a zazwyczaj również jakiejś widocznej zmiany na lepsze. Zawsze zaś przywoził cenne spostrzeżenia, które można było wykorzystać u nas. [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]

Pełen był nie tylko niegasnącego zapału (w ciągu niewiele ponad półtora roku naszej znajomości przysłał nam do wiadomości ok. pół tysiąca pism do różnych instytucji - na naszej stronie znajduje się tylko drobny fragment jego twórczości), ale i humoru. A przede wszystkim nieskończonych rezerw pozytywnej energii.

Jeżeli widzisz gdzieś w Warszawie znak przymocowany do słupa sygnalizacji zamiast tarasowania chodnika, to zasługa Tomasza [zobacz >>>]. Jeżeli nie wpadasz na przejściu na kosz na śmiecie ani nie musisz się przy nim przeciskać, aby dostać się do autobusu czy przycisku dla pieszych, to również dzięki Tomaszowi. Wyrównane uskoki? Obniżone krawężniki? Naprawiona sygnalizacja? Spore szanse, że to również jego sprawka. Poza warszawiakami najwięcej chyba zawdzięczają mu niepełnosprawni, o których prawa walczył zawzięcie, zostając dzięki temu m.in. honorowym członkiem Grupy Roboczej Widziane z chodnika. Ale też każdy, kto wykazywał się choćby skrawkiem inicjatywy i dobrych chęci, mógł liczyć na jego bezinteresowną pomoc i poradę.

Trudno jest przestać wymieniać jego zasługi. Dziękujemy Ci, Tomku, za wszystko. Trudno będzie Ci dorównać, ale twój przykład na pewno nie pójdzie na marne -- pokazałeś, że przy odrobinie wytrwałości dasię.