Do szkoły rowerem zamiast autem – pierwsza w Warszawie akcja Rowerowy Maj wystartowała w poniedziałek w podstawówce nr 205 przy ul. Spartańskiej na Mokotowie. Kiedy dołączą pozostałe stołeczne szkoły?

Wzorem Gdańsk

Akcja wzorowana jest na doświadczeniach Gdańska, którego władze organizują Rowerowy Maj już po raz drugi. Zasady są proste: dzieci, które do szkoły przyjadą rowerem, zbierają naklejki w swej rowerowej książeczce. Te, które zdobędą najwięcej naklejek, są nagradzane, podobnie jak najbardziej „rowerowa” klasa i najbardziej „rowerowa” szkoła.

W 2014 r. w Gdańsku wygrała placówka, w której na majowe lekcje jeździło rowerami aż 53 proc. uczniów. – I nie mieliśmy żadnych sygnałów o jakichkolwiek przykrych incydentach: wypadkach czy kradzieżach rowerów – zapewnia Łukasz Kłos, koordynator gdańskiej akcji. Po ubiegłorocznym sukcesie liczba uczestników akcji w tym roku zwiększy się czterokrotnie – do grywalizacji przystąpi 18 tys. dzieci, nawet przedszkolaki.

Okładka książeczki, w której każdy z 480 uczniów będzie mógł zbierać pieczątki.

Pierwszy Rowerowy Maj w Warszawie

Zasady akcji w warszawskiej szkole przy ul. Spartańskiej 4 na Górnym Mokotowie są podobne: wszyscy uczniowie dostali książeczkę z najważniejszymi zasadami ruchu drogowego i miejscami na pieczątki, które potwierdzą przyjazd rowerem na lekcje. Do rywalizacji zaproszono też dzieci, które wolą jeździć na hulajnogach. Wcześniej wszyscy uczniowie podczas lekcji rozmawiali, jak bezpiecznie podróżować rowerem, a rodzice podczas zebrań otrzymali broszurkę z radami, jak najlepiej przygotować dziecko do akcji i dlaczego lepiej wybrać alternatywny w stosunku do auta środek transportu.

Pierwszy dzień rowerowej akcji: 85 rowerów i 11 hulajnóg przed szkołą nr 205.

Lokalizacja szkoły przy ul. Spartańskiej była nieprzypadkowa: placówka leży niedaleko korporacyjnego centrum przy ul. Domaniewskiej, gdzie okoliczne ulice w godzinach szczytu są całkowicie zakorkowane. Komunikacyjny paraliż pogłębia remont ul. Wołoskiej, z powodu którego zawieszono kursowanie linii tramwajowych i wyłączono z ruchu kilka pasów ruchu na pobliskich ulicach.

Księża apelowali do kierowców, by szczególnie uważali na rowerzystów

Warszawska akcja (inaczej niż w Gdańsku) finansowana jest przede wszystkim ze środków Rady Rodziców szkoły – ratusz odmówił wsparcia. Od pełnomocnika prezydenta ds. komunikacji rowerowej udało się tylko pozyskać 25 nowych stojaków rowerowych oraz drobne gadżety dla najbardziej zaangażowanych rowerzystów. Oprawę graficzną akcji zapewnił Warszawski Alarm Smogowy, a PGNiG Termika przekazała pakiet 250 odblasków. Wsparcie planują też władze Mokotowa. Ale najkosztowniejsze elementy akcji finansują rodzice: druk książeczek dla 480 dzieci i chętnych nauczycieli, montaż kamer, monitorujących parking rowerowy, by zminimalizować ryzyko kradzieży, oraz nagrodę główną dla najlepszej klasy.

Pierwszy dzień rowerowej akcji: widok z góry.

Atutem akcji jest wielkie zaangażowanie dyrekcji szkoły i jej nauczycieli, którzy zgodzili się wziąć w warszawskim eksperymencie. Do udziału w Rowerowym Maju zachęcali też w czasie mszy księża z miejscowej parafii, równocześnie apelując do kierowców, by zwrócili szczególną uwagę na małych rowerzystów.

Kiedy warszawski ratusz pójdzie śladami innych miast?

Czy istnieje szansa, że w kolejnych latach takie akcje będzie organizował i finansował warszawski ratusz? Trudno powiedzieć. Kilka miesięcy temu podobny projekt zwyciężył w konkursie, organizowanym przez platformę Otwarta Warszawa, którą współprowadzi ratusz (i zapewnia, że nagrodzone projekty wdroży w życie).

Tuż po ogłoszeniu wyników, autor nagrodzonego projektu Radosław Wałkuski z Zielonego Mazowsza zgłosił gotowość współpracy przy projekcie i zapytał, kiedy będzie on wdrażany w życie. Świetny pomysł, bardzo się cieszymy z chęci zaangażowania. Teraz będę się kontaktować z osobami, które pewnie będą taki projekt prowadzić. Ale ostrzegam, że to może być kwestia tygodni, a nie dni – odpowiedzieli organizatorzy w listopadzie 2014 r. I na tym, jak dotąd, się skończyło.

Rowerowy Maj to akcja nie tylko promująca zdrowy styl życia, ale też pomysł na rozładowanie porannego paraliżu na stołecznych ulicach. Podobnie, jak w wielu innych miastach Europy, duży w nim udział mają tysiące rodziców, którzy dowożą swe dzieci autem pod samą szkołę.

Kiss 'n Drive na mokotowskiej ulicy

Codzienny tłok przed mokotowską szkołą. Na czas akcji parking zostanie zamknięty dla aut (zdj. z września 2014 r.)

W promocji alternatywnych form transportu największe doświadczenia ma Holandia, która zmotoryzowanym rodzicom stawia wiele barier (np. brak parkingów samochodowych przed szkołami i wielkie, wygodne parkingi dla rowerów). Zakaz parkowania w pobliżu wejścia do szkoły wpisano do brytyjskiego kodeksu drogowego. Bezwzględny zakaz parkowania przed szkołami obowiązuje też w Brukseli, gdzie zmotoryzowani rodzice mogą zatrzymać się tylko na minutę.

To tzw. „Kiss & Drive” – dziecko dostaje od rodzica buziaka i wysiada z auta. W pokonaniu dalszej drogi do szatni pomagają maluchom dyżurujący rodzice – tak samo będzie w maju w szkole przy ul. Spartańskiej, gdzie na czas akcji całkowicie zamknięto szkolny parking dla samochodów.