Jak już wiadomo z mediów, Urząd Dzielnicy Praga Północ wstrzymał realizację kluczowych dla północno-wschodniej części Warszawy dróg rowerowych - wzdłuż Radzymińskiej, Solidarności i Jagiellońskiej - łącznie ponad 8 km. Ponieważ jesteśmy pośrednio odpowiedzialni za kształt owego łącznika przy Brechta, ośmielamy się zabrać głos w dyskusji i rzucić nieco światła na tę sytuację i miejsce.

Ulica Brechta przy Jagiellońskiej to zakończony ślepo fragment uliczki lokalnej, służącej głównie do parkowania samochodów przez mieszkańców i odwiedzających nieodległy Urząd Marszałkowski.

Widok od strony ul. Jagiellońskiej.

Taki kształt ulicy powoduje, że świetnie nadaje się ona do prowadzenia ruchu rowerowego na zasadach ogólnych w jezdni, co pozwala oszczędzić wielu milionów złotych na budowę oddzielonej od jezdni infrastruktury rowerowej, na którą zresztą nie byłoby tam miejsca.

Ulica ta już teraz wykorzystywana jest przez wielu rowerzystów jadących w relacji z okolic pl. Hallera do parku Praskiego ZOO, czy mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Widząc potrzebę skomunikowania planowanej drogi rowerowej wzdłuż Jagiellońskiej z trasami już dziś używanymi przez rowerzystów, zgłosiliśmy wniosek by do ulicy Brechta poprowadzić łącznik od projektowanej drogi rowerowej (konkretnie to od skrzyżowania z Ratuszową). Łącznik ten ma sprawić, że osoby dziś jadące nielegalnie chodnikami i przez przejście dla pieszych przy Ratuszowej lub na wysokości parkingu samochodowego w połowie drogi pomiędzy pl. Hallera a Ratuszową, uzyskają legalną i bezpieczną alternatywę w postaci drogi rowerowej.

Jak twierdzi w wywiadzie dla Życia Warszawy Pan Jarosław Sarna, nowoodkryty autorytet w sprawie bezpieczeństwa ruchu rowerowego, wiceburmistrz Pragi-Północ: Poprowadzenie ścieżki przez chodnik i wyjazd na środku ul. Brechta mogą prowadzić do kolizji. Naszym zdaniem jednak umożliwienie rowerzystom legalnej i bezpiecznej droga rowerową, ZAMIAST chodnikiem jak przemieszczają się rowerzyści obecnie, bezpieczeństwo może tylko poprawić. Ale my jesteśmy tylko rowerzystami i się nie znamy. Inżynier Ruchu, który projekt zaakceptował, a także projektanci z Komprojektu zapewne też nie są dla Pana Sarny wystarczająco przekonującymi osobami.

Jeżeli zaś chodzi o wjazd dokładnie na środku ślepego zakończenia ulicy Brechta, to znajduje się on tam celowo. Po południowej stronie ulicy znajdują się bowiem miejsca parkingowe dla aut, których nie chcieliśmy kierowcom zabierać. Z powodu veta Pana Sarny, kierowcy być może te miejsca jednak stracą, za co zapewne będą panu wiceburmistrzowi wdzięczni. Z kolei wyjazd po stronie północnej wyprowadzałby rowerzystów na lewą, niewłaściwą stronę jezdni.

Dla rowerzystów to też będzie niedźwiedzia przysługa - wyjazd na środku zapewniał możliwie najlepszą widoczność pomiędzy rowerzystami a kierowcami wyjeżdżającymi z miejsc parkingowych oraz pieszymi. Byłby też najtrudniejszy do zastawienia przez nielegalne parkowanie. Wyjazd usytuowany z boku może grozić niezauważeniem rowerzysty przez wyjeżdżający tyłem z miejsca parkingowego samochód - co w konsekwencji prowadzić będzie do stłuczek, a nie do poprawy bezpieczeństwa, odmienianego przez Pana Sarny przez wszystkie przypadki. Z kolei rezygnacja z wyjazdu zmuszać zaś będzie do jazdy chodnikiem, co też bezpieczeństwa nie poprawi.

Czy zatem powodowana chęcią poprawy bezpieczeństwa ruchu przysługa Pana Sarny okaże się dla wszystkich przysługą niedźwiedzią? Zobaczymy. W razie potrzeby nie omieszkamy powiadomić o kolejnych faktach związanych z tym projektem. Tymczasem rowerzyści na Jagiellońskiej, Radzymińskiej i Solidarności zmuszeni są do niebezpiecznej jazdy ulicą lub nielegalnej chodnikiem, gdyż po raz kolejny odwlekła się realizacja zaprojektowanej już w 2007 r. drogi rowerowej. [zobacz >>>]