Miałem dziś wątpliwą przyjemność przedostania się z jednego na drugi końca miasta. Fragment ścieżki rowerowej (tak była oznaczona) wzdłuż Al. Armii Ludowej na odcinku od kładki (ul. Faustyna Czerwijowskiego) do Al. Szucha to istna ścieżka zdrowia. Ale tylko dla killerów, niestety.

Uwaga! skręt w lewo i zeskok. Nie dość, że pod kątem 90 stopni, że nie widać jadących z przeciwka, to na dodatek jesteśmy zaskoczeni zmianą "poziomów".

Jadący z przeciwka też łatwo nie mają. Nawet gorzej: muszą podskoczyć... Acha, całe szczęście, że ruch na poszczególnych pasach reguluje stojący po środku słupek...

Widok z perspektywą nie nastraja pozytywnie. Widać też, że słupki regulują podział ścieżki na całej długości.

Jest i rów do pokonania. Albo przeskoczysz, albo wpadniesz :)

Jadący w stronę Al. Szucha są faworyzowani. Znowu zeskok. Jadący w przeciwnym kierunku - niestety wymuszony podskok.

No, na koniec i faworyci muszą podskoczyć. Lub... ominąć bokiem :)

A jeżeli komuś się zamarzyło pojechać dalej wzdłuż Trasy Łazienkowskiej, to piękny znak skieruje nas na przejście podziemne pod Al. Szucha. Niestety, bez pochylni. Przejechać przez jezdnię się nie da :(