Na bielańskiej ulicy najpierw pozbyto się wyniesionego przejścia dla pieszych, a teraz straszy się ich, że jeśli nie odłożą smartfonów, mogą przejścia przez tę ulicę nie przeżyć. Nie, to nie jest żart...

Leż, smartfonie, na Wrzecionie

Jak można zauważyć na niektórych bielańskich chodnikach, dzielnica ta włączyła się do akcji malowania napisów Odłóż smartfon i żyj” w pobliżu szkół. Do opisanych tymi groźnymi apelami należy skrzyżowanie ulic Wrzeciono i Balcerzaka przy szkole podstawowej nr 247. W tym miejscu trudno nie zgodzić się z koniecznością bacznej obserwacji trasy podczas marszu... Jednak wcześniej nikt nie pomyślał choćby o oznaczeniu niebezpiecznej zawalidrogi niezgodnej z przepisami.

Czy napisy białą farbą na tym konkretnym skrzyżowaniu rzeczywiście dowodzą troski władz o bezpieczeństwo na drodze, zwłaszcza dzieci i młodzieży? Czy świadczą bardziej o ich bezradności i niekonsekwencji? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba spojrzeć szerzej na ulicę Wrzeciono i dokonywane na niej zmiany.

Czy pędzel załata, co skopała łopata?

Zebrę na wlocie przeciwległym do pokazanego wcześniej też poprzedzają złowieszcze napisy.

Jednocześnie urząd dzielnicy Bielany... zdemontował w tym miejscu szeroki próg płytowy, na którym znajdowało się to przejście przez kilka lat. Czy było zbyt bezpiecznie?

Jeśli już bielańscy decydenci postanowili coś zmienić w tym miejscu, to należało oczekiwać wyniesienia całego skrzyżowania widocznego po lewej – co przeciwdziałałoby ruchowi tranzytowemu i realnie podniosło bezpieczeństwo. Niestety zapomnieli chyba o własnym sukcesie z ul. Przybyszewskiego [zobacz >>>] i nie tak dawnych zmianach na pobliskiej ul. Lindego. Wydano publiczne pieniądze, aby zniweczyć efekty wcześniejszych wydatków, a teraz sytuację ma poprawić apel na chodniku?

A co z dziećmi, które nie używają smartfonów? Może powinny odłożyć spacer, wyjście do szkoły, wizytę u kolegi z drugiej strony ulicy?

Znaki bez znaczenia

Wyniesienie przewędrowało sto metrów na wschód, w czym trudno dopatrzeć się jakiejś logiki i całościowego podejścia. A po prawej widać kolejny istotny aspekt czyli...

...oznakowanie pionowe. Zamiast skutecznie uspokoić ruch środkami fizycznymi, dewaluuje się (zresztą nie tylko tutaj, to praktyka ogólnomiejska) oznakowanie przewidziane na szczególne okazje. Dziś spowszedniało na tyle, że nie skłania do szczególnej uwagi.

To najlepszy dowód na nieskuteczność stołecznej polityki zarządzania ruchem i bezpieczeństwem na drogach. Ulica w strefie tempo-30 i środku osiedla pełnego dzieci, z kilkoma szkołami, biblioteką, przychodnią, pocztą, handlem i usługami ma 9 metrów szerokości, pasy jak autostrada i wymaga fluorescencyjnych płacht wokół znaków.

Prawo dopuszcza umieszczanie znaków D-6 na takim tle w miejscach szczególnie niebezpiecznych bądź o dużej wypadkowości. Jak widać – zarządca tej drogi uznał za szczególnie niebezpieczne przejścia dla pieszych przy wszystkich szkołach przy ul. Wrzeciono. Trudno nie zadać pytania – czy wraz z obramowaniem znaków niebezpieczeństwo znikło, czy może wynika ono z czynników, których zarządca drogi woli nie brać pod uwagę?

Stosowanie oznakowania dodatkowego nie może być powszechne, gdyż odbiór tego oznakowania będzie deprecjonowany. Należy starannie wybrać przejścia do takiego oznakowania. - można przeczytać w p.U.23 (str. 219) podręcznika dla organizatorów ruchu pieszego ,,Ochrona pieszych” wydanego w 2014 r. przez KRBRD i rozprowadzanego bezpłatnie. Może na Bielany nie dotarł?

Zaparkuj przepisowo i daj żyć innym!

Nie zrobiono nic aby uporządkować parkowanie na przewymiarowanej ulicy i jednocześnie przeciwdziałać nagminnemu ograniczaniu widoczności. Mimo że zagraża ono pieszym w nie mniejszym stopniu niż używanie smartfona.

Aż się prosi by wprowadzić parkowanie naprzemienne w ściśle określonych miejscach wraz ze strefą zamieszkania, a być może także ruchem jednokierunkowym (na zdjęciu parkowanie naprzemienne na ul. Wajdeloty z Gdańsku-Wrzeszczu [zobacz >>>])

Odłóż spacer i żyj?

Niestety, burmistrzowie Bielan od lat wolą nie tykać dzikiego parkowania i zagrożeń, które ono powoduje, bo to zbyt ryzykowne dla wizerunku w zmotoryzowanym (ich zdaniem) elektoracie [zobacz >>>]. Opinię troskliwości o życie ludzi wolą zyskiwać przy pomocy farby na chodnikach i...

...odblaskowych gadżetów, które zalecał młodzieży szkolnej poprzedni burmistrz...

...prezentując się na tle... trasy szybkiego ruchu. Może nie przypadkowo, skoro geometria niejednej bielańskiej ulicy takie właśnie skojarzenia wywołuje? Tylko czy konserwowanie takich patologii [zobacz >>>] [zobacz >>>] przy jednoczesnym przerzucaniu na najsłabszych i niechronionych uczestników odpowiedzialności za bezpieczeństwo nie jest zwykłą hipokryzją [zobacz >>>]?

Tomasz Mencina najwyraźniej pomylił Bielany z wsią ulicówką, po której dzieci masowo muszą chodzić poboczami. Ale nie jest w tym podejściu odosobniony. Przykład dała sama pani prezydent prowokując taki prześmiewczy komentarz do swej wizyty w przedszkolu.

Pamiętam, z jakim zaskoczeniem i zadumą przez dłuższy czas obserwowałem zabawę grupki dzieci na jezdni jednej z głównych ulic Fryburga w południowo-zachodnich Niemczech [zobacz >>>]. Nikt ich nie przeganiał, nikt na nie nie trąbił. Ci chłopcy byli u siebie. W domu, bo ulica powinna być przedłużeniem domu.

Ale niemieccy inżynierowie i decydenci wiedzą, jak wykonać ulicę adekwatną do spełnianych funkcji i otoczenia. Tak by sama jej geometria i zastosowane ograniczenia fizyczne nawet bez oznakowania wymuszały taką prędkość, która nie zagraża innym [zobacz >>>] [zobacz >>>]. Dziewięciometrowa ulica Wrzeciono nawet z progami nie tylko nie gwarantuje bezpieczeństwa, ale zachęca wręcz do szarżowania pojazdem mogącym zabić. Napisy na chodnikach tego nie zmienią.

Dlatego uważam je za szkodliwe odwracanie uwagi od prawdziwego problemu, którym jest zapatrzenie decydentów w stereotypy i brak odwagi, by zastosować rozwiązania rzeczywiście skuteczne, a nie chwytliwe marketingowo. Łatwiej straszyć śmiercią potencjalne ofiary niż zadbać o nieuchronność kary odstraszającą potencjalnych zabójców traktujących osiedlową ulicę jak tor wyścigowy. Czy życie ludzkie nie jest zbyt cenne, by dalej uprawiać tę grę pozorów?

P.S.

Dla jasności – nie oceniam zasadności malowania apeli do użytkowników smartfonów w miejscach, gdzie jest to szczególnie uzasadnione, np. przed torowiskami, i gdzie wyczerpano inne metody poprawy bezpieczeństwa.

Jak przed każdą kampanią, tak i w tym przypadku należałoby oczekiwać dokładnej analizy skali i wagi zjawiska, kosztów i alternatywnych środków prowadzących do wcześniej zdefiniowanych celów. A także niepożądanych efektów ubocznych. W tym przypadku jednym z nich może być dalsze utwierdzanie kierujących samochodami w przekonaniu, że pieszy (także niedowidzący czy niesprawny z innych powodów) jest sam sobie winien i to on ponosi odpowiedzialność za kolizję przy przekraczaniu jezdni czyli kultywowanie fałszywej symetrii samochodu i pieszego [zobacz >>>] i wiktymizacji ofiar.