Kampania #rowertopojazd nabiera tempa. Ratusz dostrzegł po latach, że redystrybucja chodników pod drogi dla rowerów szkodzi pieszym [zobacz >>>]. Na początek odda im zagrabione przez cyklistów tereny na północnych Bielanach. Kiedy i gdzie następne wdrożenia nowego miejskiego rewizjonizmu?

Już 9 dni po wypadku przy ul. Sokratesa, który miał miejsce 20 października 2019 r. [zobacz >>>], w bielańskim ratuszu radni zwołali komisję, by wysłuchać opinii wielu zaproszonych gości (ZDM, BPMIT, KSP) i licznie obecnych mieszkańców o przyczynach tej tragedii i zapobieganiu kolejnym. Gorący temat i zróżnicowane gremium zaważyły na przebiegu debaty pełnej różnych wątków i dalekiej od zgodnych i jednoznacznych konkluzji. Trudno się dziwić, że podczas tej swoistej zbiorowej terapii po traumatycznym zdarzeniu padały propozycje nawet tak absurdalne jak budowa... przejść podziemnych. Jednak jeden z tych wątków okazał się rozwojowy i znaczący, co przemawia za jego przypomnieniem.

Bicykl ex machina

Rower nadjeżdża znienacka i wszędzie się wciśnie. Tak było i tym razem. Wjechał nieoczekiwanie na scenę dyskusji o śmiertelnym wypadku spowodowanym przez pirata drogowego prowadzącego samochód. Jako pierwszy przywołał go Janusz Popiel pytając o dalsze losy drogi rowerowej „na chodniku” skutkującej deficytem miejsca dla pieszych.

O ile nie dziwi nazwanie przez p. Popiela ,,szaleństwem” takiego wywłaszczania pieszych i mnożenia punktów kolizji, jakiego przykład widać na zdjęciu obok (pokazanym na początku posiedzenia w naszej prezentacji), o tyle bardzo zaskakuje, że tak doświadczony ekspert widzi jego przyczynę w istnieniu drogi rowerowej, a nie np. nadmiarowego (trzeciego już!) pasa ruchu i drogowej megalomanii uprawianej jak zwykle kosztem niezmotoryzowanych.

Janusz Popiel nie zasugerował, jak należałoby zorganizować ruch pieszy i rowerowy, aby zażegnać ich konflikty. Nie wykluczam, że miejsce cyklistów widziałby na jezdni, skoro poparł jej zwężenie zapowiedziane przez dyrektora ZDM.

Jakie stanowisko wobec tak postawionego zagadnienia powinien zająć pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. komunikacji rowerowej? Łukasz Puchalski zrobił to szybko i jednoznacznie: ścieżkę rowerową chcemy przerzucić na drugą stronę, a po tej zostawić sam chodnik.

Dziś, po upublicznieniu przez ZDM wstępnego projektu wiemy, że dyrektor Puchalski mówił poważnie i rzeczywiście uważa, że kilkutysięczna i rosnąca społeczność północno-zachodniej strony ul. Sokratesa nie potrzebuje dostępu do ciągu rowerowego. Na całej jej długości przewidziano tylko jeden przejazd rowerowy prowadzący... na chodnik. Fizyczny pas dzielący (skądinąd bardzo potrzebny) uniemożliwi przejazd rowerem przy większości zjazdów z posesji.

Czy skazywanie cyklistów na na jeżdżenie po zebrach i nakładanie drogi – oczywiście po chodniku – zdaniem dyrektora ZDM poprawi bezpieczeństwo pieszych? Czy tak ma wyglądać realizacja modnego ostatnio hasła #rowertopojazd?

Choć deklaracja dyr. Puchalskiego brzmiała jasno, do kwestii „ścieżki” wrócił radny Krystian Lisiak, by „przystemplować ten temat”. Poparł „jako rada” „przerzucenie ścieżki na drugą stronę”, gdyż cała rada uważa to za konieczne. Nie wiadomo, czy rada dzielnicy rzeczywiście zajęła oficjalnie takie właśnie dyskusyjne stanowisko, kiedy to zrobiła i jakie argumenty wzięła pod uwagę.

Nietrudno dostrzec liczne mankamenty ruchu pieszego na ul. Sokratesa. Przybywa ich w miarę zabudowy kolejnych działek. Przykład kolejnego (także pokazany w naszej prezentacji na posiedzeniu) to zbędna zatoka autobusowa i de facto brak w tym miejscu ciągu pieszego urągający wszelkim normom.

O ile zauważenie tego problemu przez radnych cieszy, o tyle trudno przejść do porządku nad lekarstwem, które proponują. Tym bardziej, że wtórna kwestia rowerowa zupełnie przesłoniła pierwotne przyczyny i dużo poważniejsze wady omawianej ulicy. Świadczy o tym pominięcie w dyskusji tematów, od których powinno się ją zacząć.

Kto wykończył Sokratesa?

Ulica Sokratesa nabrała złej sławy już w wydanym 6 lat temu przez KRBRD podręczniku ,,Ochrona pieszych”. Zacytowano w nim krytyczną opinię audytora BRD o lokalizacji przejścia dla pieszych na ulicy o przekro­ju 1x4 przy dodatkowym poszerzeniu jezdni. Długość przejścia pieszych przez jezdnię wynosi w tym miejscu ok. 17 m. Długi odcinek prosty zachęca do rozwijania dużych prędkości pojazdów. Lokalizacja tym bardziej niezrozumiała, że po drugiej stronie wlotu kończy się pas dzielący pasy ruchu, który zapewniłby na przejściu azyl dla pieszych. Występuje bardzo wy­sokie ryzyko potrącenia pieszego na przejściu.

Ten błąd naprawiono budując azyle. Ale pozostawiono bez zmian wadliwą i sprzeczną z prawem geometrię drogi. Nie tylko jej nie zwężono, ale miejscowo jeszcze poszerzono o dodatkowe pasy zwiększając zagrożenie.

Ulica Sokratesa jest drogą klasy L (lokalną). Przepisy warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie, obowiązujące w latach 2010-18 przewidywały dla dróg klasy L tylko po jednym pasie ruchu w każdym kierunku, tzn. przekrój jednojezdniowy 1x2 (vide tabela w § 7. 1. ww. rozporządzenia). Rozporządzenie nie dopuszczało szerszych przekrojów. Mimo to ulica Sokratesa od wielu lat składa się z czterech pasów (w przekroju dwujednojezdniowym 2x2 oraz jednojezdniowym 1x4), a miejscowo dochodzi do tego dodatkowy piąty pas – czy to do jazdy na wprost, czy też do skrętu. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ratusz ignorował społeczne postulaty zmian i uaktywnił się dopiero po tragedii? O tym na posiedzeniu nie mówiono.

Wypadek na nieprzepisowo szerokiej ulicy dał doskonałą okazją by przypomnieć, że parametry techniczne mają znaczący wpływ na zachowania kierujących pojazdami [zobacz >>>]. Mogą albo przeciwdziałać zachowaniom niebezpiecznym (jak zbyt szybka jazda, wyprzedzanie, omijanie itp.), albo nadmiarem miejsca i swobody sprzyjać takim zachowaniom i pośrednio zwiększać zagrożenie. Mimo pewnej oczywistości tych zależności, w Polsce nie docenia się wpływu infrastruktury na zachowania uczestników ruchu, a więc także na bezpieczeństwo. Najczęściej ten czynnik pomija się, a klucza do poprawy bezpieczeństwa upatruje się w działaniach policji, edukacji kierowców i uczulaniu pieszych na zagrożenie.

Rozwój przez likwidację?

Odchudzenie jezdni uwolniłoby aż nadto dużo miejsca, które można by przeznaczyć na wygodne i bezpieczne ciągi rowerowe i rozwiązać tym samym problem kolizji cyklistów z pieszymi. Dlaczego nie zwrócił na to uwagi Łukasz Puchalski podczas posiedzenia albo później – ustalając wytyczne do projektu? Czy nadal jest on pełnomocnikiem prezydenta ds. komunikacji rowerowej? Czy bywa nim tylko wtedy, gdy ta funkcja nie koliduje z szefowaniem Zarządowi Dróg Miejskich?

To autentyczne i też wymowne zdjęcie z ul. Sokratesa nie musi być samospełniająca się przepowiednią.

Mam nadzieję, że zarówno radni jak i ZDM zdadzą sobie sprawę, że to nie rower, lecz samochód zabił człowieka na ulicy Sokratesa. Że dostrzegą absurdalność likwidacji drogi rowerowej wzdłuż rosnących osiedli i sprzeczność takiego postępowania z deklaracjami o ochronie powietrza, klimatu, zdrowia i wspieraniu zrównoważonego transportu. Jest jeszcze czas na taką korektę. A jeśli nie, to pozostaje czekać na kolejne przejawy hipokryzji i dwójmyślenia. Wszak jeśli można rowerzystów wyrzucić na drugą stronę ulicy, to czemu nie na biegnącą równolegle aleję Reymonta? Albo po staremu – do pobliskich lasów czy nad Wisłę. Warszawa to nie wieś...

Zobacz też

Jakie problemy już kilkanaście lat temu stwarzali rowerzyści przy ul. Sokratesa [zobacz >>>].

Nasze uwagi do wspomnianego wyżej projektu przebudowy [zobacz >>>].