Tytułowe pytanie jest oczywiście retoryczne. W odczuciu przeciętnego warszawiaka - niewiele może i niewiele robi. Również by ten stereotyp na własny temat przełamać.

Widok strażników spacerujących lub przejeżdżających beztrosko obok nielegalnie zaparkowanych samochodów jest w Warszawie codziennością. Trudno zrozumieć, z czego to wynika, gdy przyjrzy się liczbie spraw, którymi się zajmują.

Data Godzina Liczba zgłoszeń Liczba patroli Liczba zgłoszeń na godzinę Liczba zgłoszeń na patrol Liczba zgłoszeń na patrologodzinę Minimalny czas trwania jednej interwencji*
8 IX Do 11:00 475 281 79,17 1,69 0,28 3,5h
8 IX Od 11:00 do 18:00 542 396 77,43 1,37 0,2 5h
9 IX Do 11:00 470 317 78,33 1,48 0,25 4h
9 IX Od 11:00 do 18:00 726 529 103,71 1,37 0,2 5h

*Przy założeniu, że każde zgłoszenie kończy sie interwencją.

Źródło: Straż Miejska m. st. Warszawy, obliczenia własne.

W tabeli przyjęto, że zgłoszenia "Do 11:00" przyjmowane są od 5:00, czyli przez sześć godzin.

Wg danych na stronie internetowej Straży Miejskiej, dziennie ma miejsce średnio od 1000 do 2000 interwencji (np. 29 IX miało ich miejsce 1868). Zakładając więc ich maksymalną liczbę, można przyjąć, że na każde zgłoszenie przypada jedna interwencja z własnej inicjatywy strażników. Tym samym czas na jedną interwencję spada o połowę i mieści się w przedziale od 105 minut do 150. Trudno uznać, że brakuje zasobów ludzkich na karanie za powszechne w Warszawie parkowanie wbrew przepisom, gdy strażnicy interweniują średnio raz na dwie godziny.

Żaden z kilkudziesięciu samochodów zastawiających chodnik nie doczekał się reakcji ze strony strażników przez ponad dwa tygodnie powtarzanych zgłoszeń.

Tymczasem codziennie mogłoby być tak, jak na zdjęciu, gdyby nieco zmienić sposób funkcjonowania Straży i zobowiązać wszystkie patrole do reagowania na każde łamanie prawa zamiast ignorowania tego, co się dzieje dookoła. Póki co w Warszawie obowiązuje zasada "99% tolerancji".

Tym bardziej, że warszawscy kierowcy są w miarę pojętni i tak samo, jak nauczyli się, że nie ma co się interesować zakazami zatrzymywania lub przepisami w tym względzie, pojęliby że nie opłaca się parkować na przejściach czy zastawiać chodników. Mało kto parkowałby w miejscu niedozwolonym, gdyby szanse ukarania w tym względzie wynosiły 50% zamiast obecnego 1%. [zobacz >>>]

Wieszanie przez Zarząd Dróg Miejskich znaków T-24 ("pod sankcją odholowania") nic nie da dopóki Straż Miejska nie będzie skutecznie egzekwować prawa.

Szczególny niepokój budzi ich wieszanie w miejscach, gdzie już wcześniej wg obowiązujących przepisów Straż Miejska miała obowiązek usuwania parkujących samochodów, [zobacz >>>] np. na przystankach autobusowych (nie ulega wątpliwości, że samochód parkujący na przystanku stoi w miejscu niedozwolonym i utrudnia ruch wsiadającym i wysiadającym pasażerom). Jest to nie tylko niczym nieuzasadnione wydawanie pieniędzy publicznych, lecz również utwierdzanie błędnego przekonania, w którym najwyraźniej tkwi większość strażników, że przepisy Prawa o Ruchu Drogowym w Warszawie nie obowiązują.

Na koniec, warto zwrócić uwagę, że nielegalne parkowanie jest też jedną z przyczyn warszawskich korków -- nikt nie ma powodów do zastanawiania się nad tym, czy jechać do centrum samochodem, gdy wie, że zawsze znajdzie dla siebie miejsce postojowe. Jeżeli nie na wyznaczonym miejscu parkingowym, to na przejściu dla pieszych, przystanku lub chodniku. Może nadszedł czas, by zacząć walkę z korkami w sposób zwiększający przychody miasta (poprzez mandaty za nielegalne parkowanie) zamiast wydawać kolejne miliardy na nowe drogi?