Nie tylko Karta Warszawiaka

Taryfa biletowa Zarządu Transportu Miejskiego wprowadzona 1 stycznia 2014 r. wywołała głównie ogniste dyskusje o Karcie Warszawiaka. Ja się Kartą Warszawiaka zajmować nie będę, bo zniżki przez nią zapewniane są zaniedbywalnie małe, wręcz śmieszne w porównaniu do skali podwyżek cen biletów w ciągu ostatnich 3 lat i nieustających promocji jakie władze miasta oferują wszelkim kierowcom samochodów, także tym niepłacącym podatków w stolicy. Zmiana taryfy zrealizowała jednak przy okazji dwa wieloletnie postulaty Zielonego Mazowsza: zastąpienie biletów jednorazowych przesiadkowymi (a de facto obniżka cen biletów czasowych powyżej 20 minut) oraz wprowadzenie biletów grupowych (choć w bardzo ograniczonym zakresie).

Plus: zastąpienie biletów jednorazowych przesiadkowymi

Zastąpienie biletu jednorazowego przesiadkowym proponowaliśmy Zarządowi Transportu Miejskiego po raz pierwszy w 2004 r. [zobacz >>>], potem wielokrotnie ten postulat powtarzając przy okazji kolejnych podwyżek i podwyżek podwyżek [zobacz >>>] [zobacz >>>] [zobacz >>>]. Uważaliśmy to za jedną z istotnych barier dla racjonalnej marszrutyzacji linii (ale nie jedyną - problemem niezmiennie pozostaje np. fatalna jakość węzłów przesiadkowych [zobacz >>>] [zobacz >>>]). Jeśli pasażer musi płacić 2x więcej za to, że zmieni autobus lub tramwaj w połowie trasy, trudno się dziwić oporowi przeciwko likwidacji linii jadących przez całe miasto.

Plus: wycofanie (części) podwyżek

Od 1 stycznia mamy:

- bilet 75-minutowy na pierwszą strefę za 4,40 zł; porównując go z biletem 60-minutowym (75-minutowego wcześniej nie było) jest o 40 groszy droższy niż w 2011 r., o 2 zł tańszy niż w 2013 r. i o 3,20 zł tańszy niż według oryginalnego planu podwyżek; bilet ten jest nawet tańszy niż 40-minutowy w zeszłym roku;

- bilet 90-minutowy na obie strefy za 7,00 zł; o złotówkę droższy niż 90-minutowy w 2011 r.; o 60 groszy droższy niż 60-minutowy w 2013 r. i o 60 groszy tańszy niż według oryginalnego planu podwyżek.

Bilet do 2011.08.15 2011.08.16 - 2012.12.31 2013.01.01 - 2013.12.31 od 2014.01.01 (oryginalny plan) od 2014.01.01 (obecnie)
20-minutowy 2,00 2,60 3,40 3,80 3,40
40-minutowy 2,80 3,80 4,60 5,40 -
60-minutowy 4,00 5,20 6,40 7,60 -
75-minutowy [1] - - - - 4,40
90-minutowy 6,00 - - - 7,00

[1] tylko na pierwszą strefę.

Ceny nowych biletów przesiadkowych są zbliżone do tych obowiązujących za porównywalne bilety w 2011 r. Można odnieść wrażenie, że Ratusz wycofał się w ten sposób przynajmniej częściowo z nietrafionej serii podwyżek, która nie przyniosła spodziewanego zwiększenia wpływów. Według oryginalnego planu za bilety czasowe mieliśmy w 2014 r. płacić o 90-93% więcej niż w 2011 r., skończyło się na podwyżkach o 10-70%.

Ratusz przez długi czas bagatelizował skalę tych podwyżek, tłumacząc, że mieszkańcy jeżdżą na biletach miesięcznych, a drogie bilety jednorazowe uderzają tylko we wrażych turystów. Mamy jednak XXI w. i w stolicy oprócz gnających codziennie na ósmą do fabryki są osoby, które wykorzystują możliwości telepracy, pracy na część etatu, albo po prostu czasem pasuje im dojechać rowerem, czasem muszą samochodem, a czasem chcieliby skorzystać z komunikacji.

Plus minus: bilet grupowy

Nowością w taryfie jest bilet weekendowy grupowy - za 40 złotych uprawniający grupę liczącą do 5 osób do nieograniczonej liczby przejazdów od godz. 19:00 w piątek do godz. 8:00 w poniedziałek. W pewnym sensie to też realizacja naszego postulatu z 2008 r., gdy proponowaliśmy wprowadzenie dobowych biletów rodzinnych [zobacz >>>]. Jednak jego cena (podobnie jak innych biletów krótkookresowych) jest stosunkowo wysoka, odpowiada niemalże 8 litrom benzyny. Dodatkowo bilet ograniczony jest tylko do weekendów, gdy parkowanie jest darmowe.

Cena biletu grupowego powinna być tak skalkulowana, by stanowić atrakcyjną alternatywę dla wspólnego przejazdu samochodem. O ile można znaleźć turystów zachwyconych tym biletem, to przy rodzinnej wyprawie tubylców np. do ZOO cena 40 zł jest mało konkurencyjna. Mam nadzieję, że ZTM będzie obserwował sprzedaż tego biletu i w razie potrzeby skoryguje jego cenę i zasady korzystania, a nie zlikwiduje.

Czy w 20 minut można się przesiąść?

Ratusz reklamował bilet 20-minutowy jako pozwalający na przejechanie 12,5 km koleją albo 7,1-8,2 km autobusem. W praktyce problematyczne bywa przejechanie na bilecie 20-minutowym nawet dwóch kilometrów, np. z dworca Wschodniego na plac Hallera.

Pociągi SKM potrafią odstać 20 minut pod przypadkowym semaforem, autobus może utkwić w korku, wieczorem lub w weekend można spędzić 20 minut czekając na przesiadkę. Planowanie podróży z przesiadką w 20 minut to loteria, uda się albo nie.

W Pradze czeskiej analogiczny bilet krótkoterminowy ważny jest 30 minut (przy koszcie 24 korony, czyli ~3,20 zł - mniej niż 20-minutowy w Warszawie). W 2008 r. proponowaliśmy wydłużenie czasu ważności biletu krótkoterminowego w tzw. międzyszczycie, by promować przejazdy "okazjonalne" w godzinach mniejszego zatłoczenia komunikacji.

Alternatywnie zamiast wydłużania czasu można byłoby wskazać określoną liczbę przystanków, którą można przejechać na tym bilecie.

Czy bilety przesiadkowe będą wspólne?

Wspólny bilet ZTM-KM początkowo obejmował tylko bilety długookresowe, 30- i 90-dniowe. Po wielu awanturach zaskoczonych podróżnych wprowadzono także wzajemne honorowanie biletów ZTM i KM na linii na lotnisko. Teraz, ze względu na prowadzone prace modernizacyjne, wzajemne honorowanie dotyczy także linii do Pruszkowa, ale... tylko w weekendy.

Czy naprawdę nie da się zrobić jeszcze jednego kroku dalej i w pełni włączyć kolej w system komunikacji miejskiej, tak by jadąc np. do Rembertowa czy Międzylesia nie trzeba się było zastanawiać czy kupić bilet ZTM czy KM?

Jak dojeżdżać spod Warszawy?

O ile w dużej mierze wycofano się z podwyżki biletów czasowych, to te dla dojeżdżających codziennie spod Warszawy pozostały dotkliwe. Noworoczna podwyżka wprawdzie była mniejsza niż zaplanowana, ale i tak była podwyżką. Trzecią z rzędu w ciągu dwóch i pół roku. W efekcie koszt biletu miesięcznego na drugą strefę wzrósł ze 116 zł do 210 zł (o 81%), a kwartalnego z 290 zł do 536 zł (o 85%).

Ratusz tłumaczy to - poniekąd słusznie - niewielkim udziałem gmin podwarszawskich w finansowaniu komunikacji miejskiej w aglomeracji. Jednocześnie jednak, bez żadnego wkładu finansowego miejscowości ościennych, topi miliardy w rozbudowę tras drogowych na wlotach do Warszawy (np. most Północny, poszerzenie Modlińskiej, Górczewskiej, Drewny, bezkolizyjne al. Jerozolimskie, skrzyżowania na Wólczyńskiej... a w planach np. Łodygowa czy Wał Miedzeszyński) i setki milionów w luksusowe i darmowe parkingi Park and Ride wewnątrz miasta.

Czy naprawdę w interesie Warszawy jest, by np. mieszkańcy Piastowa, Pruszkowa czy Legionowa zamiast jechać bezpośrednio SKM, wjeżdżali samochodami do Ursusa lub na Młociny i tam dopiero przesiadali się na pociąg? Albo wręcz jechali samochodem do samego centrum, bo...

Ceterum censeo

Wzorem Katona Starszego przypomnę, że żadnej z trzech ostatnich podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej nie towarzyszyła podwyżka cen parkowania na drogach publicznych. Wciąż śmiesznie tania jest godzinowa stawka parkowania w centrum, roczne abonamenty, kary za niepłacenie.

Co ciekawe, wyrabiając 12 razy tańszy niż w Gdyni abonament na parkowanie w centrum stolicy, wcale nie trzeba wykazać się płaceniem podatków w Warszawie.