Pełnomocnik Prezydenta m.st. Warszawy ds. komunikacji rowerowej prowadzi bardzo aktywne życie internetowe. Jego profil na FB sprawia wrażenie otwartości i gotowości do dyskusji. Gdzie ta gotowość ma granice? Wystarczy zadać niewygodne pytanie, by Pełnomocnik sięgnął po wzorce agencji TASS albo nabrał wody w usta.

Tonący wody się chwyta

Podstawowym sposobem władz bloku radzieckiego na niewygodne fakty było po prostu udawanie, że tych faktów nie ma. Gdy pojawia się kłopotliwa gorączka – tłuczemy termometr lub zakazujemy używania go i po problemie. Czasem jednak kłopoty władzy przybierały rozmiary zbyt duże, by zażegnać je tylko dobrą miną komentatorów udających, że nic się nie stało. Gdy młody Niemiec ląduje awionetką na Placu Czerwonym w Moskwie albo wybuch elektrowni jądrowej rozwiewa radioaktywne pyły nad połową Europy – milczenie nie wystarczy. Trzeba do opinii publicznej wystosować jakiś przekaz, uspokoić i upozorować wyjaśnienia.

Dobrą próbkę takiego postępowania daje komunikat TASS z października 1986 r. opublikowany po katastrofie radzieckiej łodzi podwodnej. Oto jego (moim zdaniem najlepszy) fragment, w którym autorzy przy okazji przypominają społeczeństwu, czym pojemnikowi zanurzonemu w wodzie grozi jego nieszczelność.

Czytelników zdziwionych, co to wszystko ma wspólnego z działalnością naszego pełnomocnika rowerowego, uspokajam – już za chwilę kilka poniższych przykładów powinno wyjaśnić analogię.

Kasprowicza

Na początek najświeższy wpis Pełnomocnika poświęcony remontowi ddr na ul. Kasprowicza. Chwali się w nim asfaltem zastępującym tandetną kostkę, a nawet oczyszczaniem korzeni przy pomocy sprężonego powietrza. Ani słowem jednak o aspekcie tak krytycznym dla bezpieczeństwa, jak wyniesione przejazdy [zobacz >>>], choć właśnie tej kwestii należałoby poświęcić najwięcej uwagi.

Zapytałem więc pana Pełnomocnika, czy można liczyć na prawidłowe wyniesione przejazdy gwarantujące bezpieczeństwo na całym remontowanym odcinku? Pierwszą reakcją było nieco zaskakujące pytanie o które konkretnie przejazdy chodzi? Wyjaśniłem, że o rowerowe, ale gospodarz profilu nie odpowiedział.

Pojechałem więc w teren i przekonałem się, że przejazdy nie zostały wyniesione. Remont nie ingeruje w żadem sposób w prostopadłe jezdnie i wyjazdy z posesji, choć powinien, gdyby decydentom zależało na poprawie bezpieczeństwa rowerzystów [zobacz >>>] i zażegnaniu stresów, których non stop doświadczają oni na przejazdach.

Podzieliłem się swymi obserwacjami na profilu Pełnomocnika. Pan Puchalski skwitował zastrzeżenia jednym zdaniem w stylu Agencji TASS: To jest remont bez zmian w organizacji ruchu.

Jakie względy o tym zadecydowały? Tego Pełnomocnik nie był łaskaw ujawnić. Wydawałoby się, że organizacja ruchu nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem osiągania wyznaczonych wcześniej właściwych celów takich jak wygoda i bezpieczeństwo. Okazuje się, że najważniejszy (teoretycznie) dla ruchu rowerowego stołeczny urzędnik tak nie uważa. Nie widzi potrzeby wykorzystywania remontowych okazji do naprawy za jednym zamachem wszystkich błędów ani potrzeby tłumaczenia się z takiego podejścia przed podatnikami, którzy za to płacą, i użytkownikami, którzy konsekwencje tych zaniechań będą ponosić, a być może przypłacą je zdrowiem.

Dyrektor ZDM musi czuć się bardzo niekomfortowo wobec czynników, na które nie ma wpływu, lub niezbyt wysoko cenić poziom intelektualny swego audytorium, skoro na pytanie o przyczynę (motywacje konkretnej decyzji) podaje... jej rezultat (projekt). Łodzie toną, bo nabierają wody. A infrastruktura rowerowa nie spełnia oczywistych wymagań, bo jej projekt tego nie przewidywał. Proste?

Aleja Zjednoczenia

Opisane wyżej zachowanie Pełnomocnika staje się już regułą. Wiosną w identyczny sposób zareagował na zastrzeżenia do przebiegu ddr w alei Zjednoczenia.

Opisaliśmy wcześniej szczegółowo zarówno zagrożenia bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów, które ZDM zakonserwował zamiast skorygować przebieg ciągów rowerowych [zobacz >>>], jak i naruszenia nakazów ochrony przestrzeni ulicznej i zieleni zawartych w MPZP [zobacz >>>] [zobacz >>>].

Samochwalstwo ZDM związane z remontem tej ulicy (reklamowanym przez Pełnomocnika pod hasłem Funkcjonalność i estetyka) nie ustępuje propagandzie sukcesu z czasów PRL. I w podobnym duchu Agencji TASS pan Pełnomocnik pozorował wyjaśnianie kontrowersji i sprzeczności z własną kampanią ,,Rower to pojazd".

Na pytanie, dlaczego nie skorygowano szkodliwego i niebezpiecznego przebiegu ddr między Marymoncką a Cegłowską, poinformował, że zakres prac nie obejmuje skrzyżowania z Marymoncką, droga rowerowa ma omijać plac przed remizą straży pożarnej. Prośbę o doprecyzowanie, dlaczego nie obejmuje tego skrzyżowania i dlaczego ma omijać ten plac – pan Pełnomocnik zignorował. Łodzie toną, bo nabierają wody. A przebudowana ulica nie spełnia podstawowych wymagań ruchu rowerowego, bo tak ją zaprojektowano. Proste?

Dopiero później Pełnomocnik podjął próbę bardziej racjonalnej argumentacji: Objęcie skrzyżowania z Marymoncką oznaczałoby dodatkowe 2 mln kosztów inwestycji. Nie dysponujemy taką kwotą i nie jesteśmy przekonani że za te pieniądze należy w pierwszej kolejności przebudować akurat to skrzyżowanie. Zapomniał dodać, że Marymoncka była dopiero co, za jego kadencji przeorana do gołej ziemi i przy właściwym planowaniu można było przygotować się do zmian minimalnym kosztem.

Słowackiego

Kolejnego przykładu szkodliwej i sprzecznej z wymogami CROW polityki ZDM dostarcza ul. Słowackiego. W ub. roku wybudowano tam drogę dla rowerów zamiast postulowanych i tańszych pasów rowerowych na przewymiarowanej jezdni. Pod tym względem koszt nie grał dla urzędników roli.

Zabrakło jednak pieniędzy na wyniesione przejazdy – nieodzowne dla poprawy bezpieczeństwa. I na tym zawężającym dyskusję i mocno wątpliwym uzasadnieniu pan Pełnomocnik poprzestał skazując nas na domysły w dużo istotniejszych kwestiach.

Ciekawe jak dyrektor ZDM zareagowałby na brak poręczy przy schodach w swoim budynku. Bo nie starczyło na nie pieniędzy. Więc trzeba chodzić ostrożnie i nie zbliżać się do krawędzi. Łodzie toną, bo nabierają wody. Schodów nie ma, bo ich nie zaprojektowano. Proste?

Podróże w czasie

Czym urząd miasta kieruje się wybierając cechy i parametry techniczne danej trasy? Dlaczego oszczędza na bezpieczeństwie najmniej chronionych uczestników? Dlaczego twierdzi, że nie ma pieniędzy na wyniesione przejazdy, choć jednocześnie rozrzutnie wybiera wydzielone drogi rowerowe zamiast pasów rowerowych? Po co marnuje pieniądze na kampanię ,,Rower to pojazd", skoro w kolejnych przebudowach marnuje okazje do oddzielenia cyklistów od pieszych? Może konflikt na naszych ulicach ma się zaostrzać tak jak walka klas w ramach umacniania zdobyczy rewolucji socjalistycznej? Dlaczego odmawia realizacji niektórych żądań lub zawęża zakresy projektów BP, a zakresy innych rozdyma do tego stopnia, że stają się niewykonalne?

Od czterech lat powinniśmy cieszyć się bezpieczną i dostępną dzięki pasom rowerowym ulicą Żeromskiego. Jej doskonały projekt wyrzucono do kosza dając w zamian... obietnicę wydzielonej drogi rowerowej. Kiedy doczekamy jej spełnienia? Obawiam się, że prędzej Władimir Putin dołączy do Grety Thunberg i sfinansuje wydawanie darmowych rowerów każdemu poszkodowanemu kradzieżą samochodu nie tylko na Placu Czerwonym i w Polsce, ale i na całym świecie. O zaprzestaniu eksploatacji syberyjskiej ropy nie wspominając...