Na naszej witrynie zagościł już kiedyś materiał o Wrocławiu [zobacz >>>]. Muszę przyznać, że to właśnie on zachęcił mnie do odwiedzenia tego miasta i dokładnego przyjrzenia się tamtejszej infrastrukturze. W materiale tym było bowiem sporo ciekawostek infrastrukturalnych i drobiazgów, na które nasi urzędnicy nigdy nie zwracali uwagi. Jak się jednak okazało podczas wizyty - to tylko niewielka część tego, co można zobaczyć w tym mieście.

Jednak, aby nie dublować materiałów, moja relacja ominie opisane już wcześniej detale infrastruktury. Dzisiaj pokażę Wrocław oczami rowerzysty, a w następnym odcinku - pasażera komunikacji miejskiej.

Wrocław, podobnie jak Warszawa, ma trochę dróg rowerowych, które nie tworzą jednak spójnego systemu. Podobnie jak w Warszawie drogi te zaczynają się i kończą nagle.

Choć warto odnotować, że nowsze trasy wykonuje się już tylko z asfaltu. Ponadto na drogach tych nie udało się zaobserwować naruszeń skrajni, braku wyłukowań, czy innych niespodzianek zwiększających niebezpieczeństwo.

Tym niemniej brak spójności powoduje, że we Wrocławiu normalnym widokiem jest rowerzysta jadący chodnikiem. Zwłaszcza w miejscach, gdzie chodnikiem dojeżdża się do początku drogi rowerowej, lub kontynuuje jazdę po tym jak droga rowerowa nagle się skończy. W tle stojaki rowerowe typu "odwrócone U".

Braki dróg rowerowych Wrocław z nawiązką nadrabia w dziedzinie prowadzenia ruchu rowerowego przez centrum miasta - w tym także po Starówce. Bardzo często można tu spotkać np. tabliczki T-22 Nie dotyczy rowerów pozwalające wjechać na daną ulice pod prąd, lub pojechać w kierunku dla aut niedostępnym.

W tym także na ulice z ruchem tramwajowym. W ogóle wydaje się, że nikt tu chyba nie jest świadomy śmiertelnego ryzyka jakie zdaniem stołecznych urzędników niesie za sobą mieszanie ruchu rowerowego, pieszego i tramwajowego ;-)

W odróżnieniu od Warszawy, nikomu nie przeszkadza tu także prowadzenie ruchu rowerowego pod prąd przy występującym obustronnym parkowaniu samochodów.

W tym także na ulicach, gdzie parkowanie nie jest równoległe.

Rynek to teoretycznie jedyne miejsce na Starówce, gdzie rowerem wjechać nie wolno.

Chyba jednak nikt nie traktuje tego zakazu poważnie...

...skoro na rynku znaleźć można np stojaki rowerowe...

...a i przyjechanie rodziną na obiad rowerami nie jest tu niczym dziwnym. Mieszkańcy Wrocławia po prostu zauważyli, że rowerzysta to też turysta i klient. Je, pije, kupuje pamiątki - a więc i zostawia pieniądze.

Zresztą takie myślenie we Wrocławiu nie jest domeną wyłącznie przedsiębiorców na Starówce. Do ZOO też można wjechać rowerem, a dalej pozostawić pojazd w stojaku już na terenie ogrodu.

Choć na mnie osobiście największe wrażenie zrobiły zadaszone stojaki rowerowe typu "odwrócone U" na placu Grunwaldzkim. Mimo, że jest ich sporo, ich obłożenie rzadko spada poniżej 75%.

W następnym odcinku więcej o placu Grunwaldzkim, już nie z siodełka, a z punktu widzenia pasażera komunikacji miejskiej.