"Nowe drogi oznaczają nowe korki" - twierdzą ekolodzy. A czy to działa również w drugą stronę? Czy zamykanie dróg może usprawnić komunikację? Okazuje się, że tak.

Oxford Street - tylko autobusy, taksówki i rowery.

Pionierem był chyba Londyn, gdzie w połowie lat siedemdziesiątych zwężono o połowę bardzo ruchliwą Oxford Street, pozostawiając na niej jedynie autobusy, taksówki i samochody dostawcze. Eksperyment się udał - autobusy przestały tkwić w korkach, zaczęły jeździć szybciej i bardziej punktualnie, a piesi uzyskali dodatkową przestrzeń. Wbrew początkowym obawom, przyległe ulice nie zatkały się samochodami, a wręcz przeciwnie - dzięki temu, że część kierowców przesiadła się do autobusów, łączne natężenie ruchu na najbliższych ciągach komunikacyjnych spadło o 10%!

Powyższa prawidłowość dotyczy również obwodnic. W 1997 roku miasto Hasselt w Belgii zamknęło obwodnicę wewnętrzną i zasadzono na niej drzewa, zamieniając ją w atrakcyjny bulwar pieszo-rowerowy. Podobnie w Groningen w Holandii - z 6 pasów obwodnicy śródmiejskiej dla zmotoryzowanych pozostały dwa. Tam gdzie dwadzieścia lat temu powolutku sunął kopcący, warczący i trąbiący korek, obecnie szumią drzewa. Zyskali pasażerowie autobusów, rowerzyści, zmotoryzowani, a przede wszystkim mieszkańcy ulicy.

A gdyby tak Krakowskie Przedmieście? Marszałkowską? Świętokrzyską? Al. Jerozolimskie?