Prawdziwa zima gości u nas coraz rzadziej. Skoro nadeszła, powinno się jej odwiedziny jakoś uczcić. Tak się złożyło, że mamy reportaż nie tylko w sam raz na tę okazję, ale też w pełni zgodny tematycznie z naszą słuszną linią programową.

Mimo że dla Niderlandów mrozy i śniegi to jeszcze większa rzadkość, to wcale nie powodują odstawienia podstawowego miejskiego środka transportu czyli roweru.

Na mrozie

Ponieważ nasze relacje są na ogół dość statyczne, tym razem dla odmiany zaczniemy krótkim filmem, który wiernie oddaje atmosferę porannego szczytu komunikacyjnego w mroźny, grudniowy poranek (-3°C) w Amersfoort. Warto zwrócić uwagę na pana wiozącego na plecach instrument muzyczny (na samym początku).

Obserwacje, których część tu prezentujemy, wskazują bardzo dobitnie, że warunki atmosferyczne nie wywierają istotnego wpływu na zachowania transportowe Holendrów. Kształtują je zupełnie inne czynniki, wśród których najważniejszą rolę odgrywa zapewnienie bezpiecznych i bezpośrednich tras, zachęcających do korzystania, a nie zniechęcających jak większość naszych stołecznych wyrobów ścieżkopodobnych, również przy świetnej pogodzie.

Oto dobry przykład, jak skutecznie przyciągnąć rowerzystów o każdej porze roku. Wąska uliczka przejezdna w pełni tylko dla rowerów, a w miejscu przecięcia z ruchem samochodów, to one ustępują pierwszeństwa - przypomina o tym oznakowanie poziome i ciągłość nawierzchni, a dodatkowo takie zachowanie wymusza próg.

Mróz nie przeszkadza, aby pojechać rowerem po zakupy i przeładowywać przed sklepem ich pełen wózek do sakw (a nie do bagażnika samochodu, jak to ma w zwyczaju Polak, nawet gdy mieszka blisko sklepu).

Na śniegu

No i stało się, po mrozie spadł na Holandię śnieg. A my opuścimy Amersfoort i wpadniemy teraz do Amsterdamu.

Zima nie zaskoczyła ani pocztowców.

Ani drogowców. Jest dopiero południe po nocnych opadach śniegu, a prawie wszystkie główne trasy rowerowe już odśnieżono mechanicznie. Chodnik biegnący tuż obok (po lewej) pozostawiono jako mało istotny, ale przejezdność drogi rowerowej traktuje się priorytetowo. Szczególnie gdy ma znaczenie ponadlokalne, jak ta na zdjęciu, poprowadzona tunelem pod torami kolejowymi.

Dedykujemy to zdjęcie (razem z całym materiałem) Zarządowi Oczyszczania Miasta w Warszawie. Instytucja ta od pięciu lat nie potrafi zapobiec przynajmniej szkodliwym praktykom dośnieżania ścieżek rowerowych [zobacz >>>], nie mówiąc o tym, czym mogą się pochwalić jej holenderskie odpowiedniki.

Tu też dotarł pług.

Wielu Polaków dostaje dreszczy na samą myśl o pokonaniu kilkunastu kilometrów na rowerze w środku zimy. Według holenderskich norm nie jest to żaden wyczyn. Na pewno zaś hartuje organizm i wzmaga odporność. Prawie połowa obserwowanych na lekkim mrozie rowerzystów nie miała nawet czapki.

Holendrzy nie kłaniają się aurze, więc i dzieci nie chowają pod kloszem oswajając je od małego z wszystkimi urokami jazdy na rowerze. Co najwyżej osłaniają je z przodu specjalną szybką.

Na pewno o wiele atrakcyjniej podróżuje się na maminej kierownicy mając tuż przed sobą do towarzystwa psa w kuferku, jak ten malec. A przy okazji wszystkim zwolennikom noszenia rowerów po schodach i drogowcom uznającym 2-10 centymetrowe uskoki poprzeczne za normę gorąco polecamy chwilę zadumy nad tym, co te atrakcje oznaczają dla takiego pojazdu. Pytanie pomocnicze - czy da się podbić jego przednie koło?

A ten pan wiezie dwoje (dobrze opatulonych) dzieci, czym bynajmniej nie bije rekordu w tej konkurencji [zobacz >>>].

Padający śnieg, wiatr, zmrok - te czynniki także nie wywierają znaczącego wpływu na ilość rowerów na holenderskich ulicach. Nie zapomina się tu o oświetleniu, za to nigdzie nie widać kamizelek odblaskowych. To zresztą nie dziwi - nie ma sensu wyróżnianie większości - ona wyróżnia się sama ilościowo. A to właśnie wszechobecni rowerzyści najczęściej dominują w strumieniach ruchu na miejskich ulicach.

Jedna z niezliczonych amsterdamskich dróg rowerowych całkiem już przetarta w porannym szczycie. Ślady na pierwszym planie wskazują, jak wiele osób łączy tę trasę z...

... biegnącym prostopadle skrótem. Od liczby takich połączeń zależy spójność i bezpośredniość sieci [zobacz >>>] [zobacz >>>], więc tutaj wykorzystuje się każdą uliczkę, nawet tak wąską i często zastawianą, jak ta na zdjęciu.

Rowery naturalnie wkomponowane w świąteczną szatę urokliwego Rembrandtplein. Amsterdam jest gotów na przyjazd świętych Mikołajów z sakwami pełnymi prezentów i dzwoniących na powitanie. Bez problemu dojadą do każdego domu, ekologicznie, bez potrzeby zaprzęgania renifera do sań.

Na torach

Rowerzystom holenderskim zima nie straszna. Gorzej radzą sobie z nią tamtejsze koleje. Choć opad śniegu nie przekroczył kilkunastu cm, to spowodował spore problemy.

Oto trzy pociągi czekające na wjazd do Utrechtu i jeden wyjeżdżający zwalniający im miejsce. EuroNight 447 Jan Kiepura już w Arnhem miał godzinne opóźnienie...

Do tego jeszcze na części tablic jakiś psotny chochlik podmienił mu jedną z cyfr numeru... W końcu, z niemiecką pomocą do celu dojechał z opóźnieniem prawie 3 godzin... Ale czyż nie było warto odwiedzić Holandii sezo-nową porą?

Więcej o rowerach zimą

[zobacz >>>]