Dziś mija trzecia rocznica śmierci nastoletniej rolkarki przy Stawach Kellera [zobacz >>>]. Zmiany, które zaszły na miejscu wypadku, nie tylko nie poprawiają bezpieczeństwa, ale nasuwają przypuszczenie, że komuś wręcz zależy na następnych ofiarach i kalectwach.

Rowerem w barierę

O absurdalnym nakazie zatrzymania się w miejscu, gdzie rowerzysta osiąga największą prędkość i cenną energię kinetyczną, pisaliśmy już 2 lata temu [zobacz >>>]. Bielański urząd na tym nie poprzestał i dostawił dodatkowo barierę w poprzek drogi rowerowej. Taki zabieg staje się już w tej dzielnicy tradycją, o czym napiszemy szerzej wkrótce.

W pierwszych latach niweleta feralnego odcinka ddr dochodziła do poziomu jezdni. Obecnie nie ma już nawet takiego ułomnego skomunikowania z ulicą. Zadbano odpowiednio wysokimi krawężnikami, by nie dało się wjechać na ddr z jezdni ani bezpiecznie i wygodnie z niej zjechać.

Chodzi zapewne o maksymalne zniechęcenie do korzystania, co w sumie też jest jakimś sposobem na uniknięcie ofiar. Jak wiadomo – najbezpieczniejsze są te drogi rowerowe, z których nikt nie korzysta.

Czym to skutkuje? Łatwo zgadnąć. Rowerzyści jadący z góry kontynuują podróż po chodniku. Prawdopodobnie Zarząd Dróg Miejskich nie dotarł jeszcze do bielańskiego ratusza z przesłaniem swej prowadzonej od roku kampanii Rower to pojazd. Ma ona zniechęcać cyklistów do jazdy po chodniku. Jednocześnie powstająca infrastruktura integruje kolejne ciągi rowerowe z... chodnikami lub (jak tutaj) wręcz zmusza do wjeżdżania między pieszych.

Omawiany odcinek ul. Gdańskiej przeszedł remont. Kostkę fazowaną zastąpiły nowe płyty chodnikowe. Dlaczego nie przebudowano tego miejsca do wyniesionego skrzyżowania ulicy z wjazdem na parking (na pierwszym planie) i drogą rowerową (w głębi)? Byłoby to naturalne i funkcjonalne rozwiązanie problemu.

Najwyraźniej autorom projektu chodziło jedynie o zmianę metody eksterminacji cyklistów. Niech wpadają na metalową barierę, a zmotoryzowanym nie zakłócają jazdy i spokoju późniejszymi przygodami z policją i sądem.

Mimo wspomnianych zabezpieczeń jezdni przed rowerzystami nadal ostrzega przed nimi widoczny na zdjęciu znak. Jaki to ma sens? A może pytanie o sens nie ma sensu?

Ostrzega się też rowerzystów pędzących z góry. Ale nie przed czyhającą za dwie sekundy śmiertelną pułapką, lecz przed pieszymi. Przy pomocy środków mało skutecznych i pozbawionych podstaw prawnych. Improwizacyjna partyzantka oznakowania jest prostą konsekwencją takiego samego podejścia do projektowania w oderwaniu od ergonomii, praw fizyki, ukształtowania terenu i oczywistych potrzeb użytkowników.

Dla pieszego też coś złego

Tablica zakazująca ruchu ,,uczestników pieszopodobnych'' także pod górę nadal stoi. Zamiast pod znakiem C-13 – umieszczono ją na dodatkowej sztycy, jakby chodziło o namnożenie ich w zasięgu rozpędzonego rowerzysty. Tablica nie zakazuje wstępu pieszym.

A właśnie oni korzystają z tego wygodnego połączenia chyba nawet częściej niż cykliści. Trudno się temu dziwić. Ze sporego obszaru ta droga do al. Słowiańskiej (i dalej do tramwaju i metra) jest znacznie krótsza niż alejkami parkowymi.

W górnej części parku pojawił się nowy element widoczny pośrodku tego zdjęcia. Czy to wyraz troski o pieszych, której zabrakło na dole przy Gdańskiej? Trudno to z całą pewnością stwierdzić. Z łatwością można jednak ustalić, że na tak rozległym terenie dałoby się poprowadzić oba rodzaje ruchu bezkolizyjnie. I bez egzaminowania pieszych odwiedzających park ze znajomości znaków przeznaczonych dla kierujących pojazdami na ulicach. I bez szpecenia parku takimi znakami.

Można było dla przykładu przedłużyć alejkę parkową do tego przejścia, zgodnie z zapotrzebowaniem aż nadto widocznym w postaci przedeptu.

Likwidując jednocześnie zbędne skrzyżowanie, przy którym grupa drzew może rzeczywiście ograniczać widoczność. To jedna z hipotez na temat przeznaczenia znaku A-24 ze zdjęcia powyżej.

Spójność po warszawsku

Droga rowerowa przy Stawach Kellera powstała z funduszy BP na bazie projektu z edycji 2016. Istotny kontekst wart wzięcia pod uwagę w ocenie tego przedsięwzięcia daje kolejny projekt zgłoszony do BP na 2019 r. Budowa brakującego odcinka ścieżki rowerowej w ul. Rudzkiej od Hłaski do Łomiańskiej. Miał on uzupełnić sieć na obszarze Marymontu.

Drogę dla rowerów doprowadzono do parku, tyle że... po przeciwnej stronie. Z dwoma zakrętami pod kątem prostym. Urwano ją beż żadnych drogowskazów, jak dotrzeć do ,,urywka” opisanego wcześniej. Może też celowo, w ramach wygaszania ruchu na nim?

W opisie projektu czytamy, że na skrzyżowaniu z ul. Hłaski zostaną wykonane przejazdy rowerowe przez 4 ramiona skrzyżowania. Powstała połowa. Ponieważ plan zagospodarowania przestrzennego uniemożliwił ponoć kontynuację ddr wzdłuż ul. Gdańskiej, zdecydowano, że na odcinku za ul. Hłaski ruch rowerów będzie odbywał się jezdnią. Czy niezbędne do tego obniżenie krawężników czeka na kolejne projekty w BP?

Czy znów przyjdzie pora na prokuratora?

Kierowcę prowadzącego samochód, pod który wpadła rozpędzona dziewczyna, uniewinniono, mimo że jechał z prędkością ok. 50 km/h przy ograniczeniu do 30 km/h. W odrębnym postępowaniu prokuratura uznała, że brak odpowiedniego zabezpieczenia budowy drogi rowerowej, po której jechała ofiara, przyczynił się do jej śmierci. Zarzuty postawiła dwóm byłym członkom zarządu dzielnicy Bielany. O ich rozstrzygnięciu przez sąd na razie nie wiadomo.

Dziś urzędnicy czują się zapewne zabezpieczeni przed odpowiedzialnością za analogiczne zdarzenia. Ustawili wszak zakaz jeżdżenia na wymienionych wprost trzech rodzajach sprzętu: rolkach, deskorolkach i wrotkach. Czy rzeczywiście zapobiega on wypadkom i wyklucza odpowiedzialność zarządcy terenu?

Zauważmy, że na tablicy nie wymieniono hulajnóg, a przecież ten znacznie bardziej popularny pojazd może się w tym miejscu pojawić z jeszcze większym prawdopodobieństwem. Biorąc pod uwagę jego słabą stabilność, niską skuteczność hamowania i wysoko położony środek ciężkości jadącej pionowo osoby trudno nie mieć poważnych obaw na przyszłość... Zwłaszcza że najechanie na barierę z dużą prędkością – tak na hulajnodze, jak i na rowerze – niemal na pewno skończy się przekoziołkowaniem i upadkiem na jezdnię – czyli powtórką z 31 marca 2017 r.

C.d.n.

Niebawem napiszemy o innych przypadkach uprzykrzania życia rowerzystom poprzez zagradzanie im przejazdu płotami. Na Bielanach można zauważyć w tym pewną prawidłowość.

Zobacz też

Postawmy granicę grodzeniu przestrzeni publicznej [zobacz >>>]