Budowana obecnie droga dla rowerów na Marszałkowskiej od Świętokrzyskiej do ronda Dmowskiego to realizacja projektu wybranego w budżecie partycypacyjnym na rok 2016. Według założeń projektu, droga dla rowerów miała powstać na części zbyt szerokiego, sześciometrowego prawego pasa ruchu, dzięki czemu miała być prosta. Tak jak wiele innych projektów rowerowych z budżetu partycypacyjnego, ten również został zmodyfikowany - ale czy na lepsze?

W miejscu, gdzie pierwotnie zgłoszony projekt przewidywał drogę dla rowerów, powstały miejsca postojowe dla samochodów (warto podkreślić, że obok znajduje się podziemny garaż na 260 aut). Droga rowerowa powstała ponadto kosztem zieleni. Została poprowadzona trasą z licznymi drzewami i słupami, które trzeba było omijać. Ostatecznie, zamiast prowadzić prosto, przebieg drogi dla rowerów przypomina miejscami ślad węża wracającego z nocnej imprezy.

Szczególnie kuriozalne okazało się jej usytuowanie w pobliżu ul. Świętokrzyskiej: została wciśnięta pomiędzy słup podtrzymujący trakcję tramwajową a pomnik. Droga je omija, więc powstał zawijas. Jadąc tamtędy, najpierw trzeba skręcić ostro w lewo, a później ostro w prawo. Mimo to, słup nadal mógł stanowić zagrożenie - skoro jadący rowerzysta na zakręcie pochyla się do wewnętrznej strony łuku, może zahaczyć o przeszkodę.

Słup został jednak przestawiony. Można pomyśleć, że inwestor zauważył błąd i starał się go naprawić. Sytuacja jest jednak ciekawsza - już przetarg na budowę przewidywał przeniesienie tego słupa! Oznacza to tyle, że ktoś zaprojektował zawijas omijający słup, o którym wiadomo było, że zniknie. W efekcie zostaliśmy z niewygodną drogą rowerową. Nie da się jej szybko naprawić, gdyż obowiązuje kilkuletnia gwarancja

Przypomina to sytuację z ulicy Waryńskiego, gdzie powstał wiraż omijający drzewo ścięte jeszcze przed budową drogi rowerowej. Tam inwestorem był krytykowany za nieudolność Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych. Jak widać, Zarząd Dróg Miejskich także potrafi zaskakiwać.