Cały naród buduje autostrady
Happening Federacji Zielonych
Plac przed Ministerstwem Finansów na ul. Świętokrzyskiej. Biurko, za biurkiem biurokrata, nad nim hasło:
„Cały Naród Buduje Autostrady”. Urzędas przemawia o potrzebach kraju, o rozwoju gospodarczym. „Mamy
przed sobą szansę, której nie możemy zmarnować. Dobrobyt przyjedzie do nas, ale do tego potrzebujemy
autostrad. Potrzebujemy też wyrzeczeń. Zebrani obywatele! Liczę na was i na wasz wkład we wspólne dobro.
Wierzę w was i w waszą pracę dla wspólnych autostrad. Wierzę że Polak potrafi!!! Pomożecie?”
Potrzebujemy też wyrzeczeń…
Tłum szaleje. Brawa. Tak, chcemy autostrad! Chcemy rozwoju! Autostradami do dobrobytu! Pomożemy!!!
Urzędnik ustawia otwartą walizkę. Rzuca hasło „Cały naród buduje swoje autostrady. Oto wielka socjalisty… tfu,
oto wielka kapitalistyczna inwestycja! Czeka nas dobrobyt, ale przedtem potrzebujemy wyrzeczeń…”
Z głośników płyną socjalistyczne pieśni masowe. „Do roboty, do roboty…” Do otwartej walizki podchodzą
przedstawiciele różnych grup zawodowych. Wszyscy deklarują wyrzeczenia dla dobra narodu i wrzucają do
walizki pieniądze, pamiątki rodzinne, żywność odjętą od ust. Nauczycielka, świadoma strategicznej roli
autostrad, zrzeka się wynagrodzenia za nadgodziny; pielęgniarka deklaruje pracę za darmo; emerytka prosi o
zmniejszenie emerytury o 30%, dorzuca też rodowe pamiątki po dziadku. Tłum skanduje „Mniej myślenia,
więcej asfaltu”, „Mniej na edukację, więcej na motoryzację!”, „Asfalt leczy, asfalt rozwija”. Nie daje się ukryć,
że część datków trafia do kieszeni urzędasa.
Następuje uroczyste otwarcie autostrady. Brawo, brawooo, vivat!!! Na autostradę wjeżdża biznesmen.
Autostradą chcą pojechać także ci, którzy łożyli na jej budowę. „A państwo gdzie, po co?” – pyta urzędnik – „No,
naszą autostradą chcieliśmy pojechać” Urzędnik mierzy ich wzrokiem „tak, tak oczywiście, tylko proszę
zapłacić…”. Ale pielęgniarka i nauczycielka nie mogą nic już wysupłać z kieszeni. Rolnik usiłuje sprzedać
biznesmenowi z autostrady swoje jabłka. Biznesmen oferuje mu dwa razy tańsze… z Portugalii. „A polską stal
pan kupi?” – rzuca robotnik…
Załamani swoją sytuacja rolnik z robotnikiem strzelają sobie w głowę. Urzędnik i biznesmen zadowoleni
poklepują się po brzęczących kieszeniach, ściskają sobie prawice. W tle grają jeszcze pieśni socjalistyczne…
Akcji przyświecało motto Leszka Balcerowicza (wypowiedź w TVP1 9.03.1999): „Nie można realizować
postulatów protestujących grup zawodowych – rolników, lekarzy, nauczycieli, gdyż zabraknie środków
budżetowych na podstawowe dla Polski cele – rozwój drogownictwa i budowę autostrad”.
Naszym zdaniem
Ostatecznie nie mielibyśmy nic przeciwko autostradom. Pod jednym wszakże
warunkiem: korzystający z nich powinni w pełni pokrywać koszty budowy i
eksploatacji. Na razie jest inaczej. Zgodnie z ustawą o autostradach
państwo ma pokrywać 30% kosztu budowy i dawać gwarancje kredytowe na 50%
pozostałej sumy. Po kilku latach od jej uchwalenia program budowy autostrad
załamał się i naciska się na zwiększenie państwowych dotacji.
Ponieważ autostrady są inwestycjami nieopłacalnymi (prognozy Autostrady
Wielkopolskiej S.A. mówią o zwrocie nakładów po kilkunastu latach i
problemami z bieżącą spłatą samych odsetek), wygląda na to że całe konfitury
w tym biznesie tkwią w wykonawstwie. Dlatego wszyscy koncesjonariusze to
konsorcja firm budowlanych. Potrzebny jest jeszcze frajer, który w tej
sytuacji złoży złotodajne zlecenie. Może być nim tylko państwo.
Nie życzę sobie, żeby moje podatki szły na dotacje dla prywatnych firm,
a zwłaszcza na działalność szkodliwą dla środowiska.
